Szymon Szewczyk o ZZK: Najważniejszy dla nas jest głos zawodników [WYWIAD]

Szymon Szewczyk o ZZK: Najważniejszy dla nas jest głos zawodników [WYWIAD]

- My, jako zawodnicy musimy mieć pewność, że za naszą pracę otrzymamy pieniądze i będziemy szanowani. Jeżeli ktoś mówi, że ci nie zapłaci lub się miga, musi liczyć się z konsekwencjami prawnymi, czy mu się to podoba, czy nie - uważa Szymon Szewczyk, przewodniczący Zawodowego Związku Koszykarzy.
fot. Rafał Sobierański, na zdjęciu Szymon Szewczyk

Pamela Wrona: Związek Zawodowy Koszykarzy został założony w 2019 roku, jednak trudno jest ocenić działania oraz zasady jego funkcjonowania. Wtenczas, doszło do pewnych zmian…

Szymon Szewczyk, przewodniczący Zawodowego Związku Koszykarzy:
Związek Zawodowy Koszykarzy został założony w 2019 roku przez koszykarzy oraz ludzi związanych z koszykówką. Chcieliśmy, aby powstał, by pewne sprawy unormować, wyjaśnić, a także uregulować prawnie. Od początku liczyło się dla nas dobro sportowców, jednak nie zawsze byliśmy po tej samej stronie, co kluby Polskiej Ligi Koszykówki oraz Polskiego Związku Koszykówki. Przyznaję, że była różna narracja, niepotrzebny zamęt i negatywny, sprzeczny z naszą misją odbiór.

Chcemy to zmienić. Nie wstąpiłem do ZZK po to, by się z kimś kłócić. Dla mnie najważniejszy jest dialog i to, abyśmy mogli razem współpracować z PLK oraz PZKosz.

Masz doświadczenie z zagranicznymi związkami zawodowymi. Jaką wiedzę chciałbyś wykorzystać?

W swojej karierze zwiedziłem różne kraje, natomiast grając we Włoszech przekonałem się, że na respekt kibiców i klubu trzeba sobie zapracować i jest to kluczowe. Czułem, że miałem trochę mniej praw niż Włoch – on był lepiej chroniony, inaczej traktowany i był bardziej pozytywnie nastawiony do pracy, bo wiedział, jak wszystko powinno wyglądać. Oni nie bali się konsekwencji pewnych zachowań, bo mieli świadomość swoich praw. W lidze włoskiej, jak każdy koszykarz należałem do ZZK. Każdy na samym początku rozgrywek wpłacał około 100 euro wpisowego z pierwszego kontraktu na funkcjonowanie działalności.

Co więcej, przed sezonem były organizowane szkolenia na temat tego, jakie mamy prawa jako zawodnik, zostało wyjaśnione jak funkcjonuje organizacja, jak powinny wyglądać kontrakty, po co jest ZZK i w jakich momentach możemy się do nich zgłosić. Kiedy sam miałem niewyjaśniony problem z klubem, który reprezentowałem, wiedziałem że mogę zwrócić się do nich o pomoc i zapytać, jakie mam prawa i co powinienem w danej sytuacji zrobić. Otrzymywałem wówczas konkretne informacje, co pomogło mi przetrwać ten trudny okres. Te zachowania oraz podpowiedzi od ZZK w pewnym sensie uratowały mnie, bo nie zostałem sam z problemem.

Co ciekawe, była również przejrzystość kontraktów, które były typową umową o pracę gwarantowaną przez ligę (w Polsce są to między innymi kontrakty sportowe, umowy wizerunkowe, stypendia, umowy zlecenie – przyp.red). Były 4 kopie kontraktu w różnych kolorach zgodnie z ich przeznaczeniem – jedna dla koszykarza, druga dla klubu, trzecia dla Związku Zawodowego Koszykarzy, a czwarta dla ligi. Tego samego chciałbym w Polsce.

Mimo że zawodnik ma w kontrakcie zapis do kiedy powinien otrzymać swoje wynagrodzenie, nie zawsze jest to respektowane.

I zazwyczaj nie wie co wtedy zrobić. Jeśli jest to stypendium czy jakakolwiek umowa, może być to łatwiejsze to wyegzekwowania, ale jeżeli człowiek jest na samozatrudnieniu, musi wystawiać faktury, opłacać ZUS, podatki i tak dalej, a do tego musi się utrzymać, miesiąc opóźnienia w tak zwanych „zawiasach” jest jeszcze do zaakceptowania. Ale co wówczas, gdy trwa to dłużej?

Każdy chciałby mieć wypłatę na czas, jeżeli wykonał swoją pracę i wystawił fakturę. Są kluby, które nie płacą przez miesiąc, półtora, dwa, a nawet i więcej – zatem co ma zrobić zawodnik, jeśli nie ma odłożonej „górki”? Często słyszałem, że powinno przewidzieć się takie sytuacje. Ale dlaczego zawodnik powinien przewidzieć? Nikogo nie interesuje, że klub nie płaci, jeżeli masz zobowiązania. Wyjścia do restauracji możesz sobie odmówić, ale za kredyt i rachunki musisz zapłacić.

„Czy płacą na czas” nie powinno być z tyłu głowy koszykarza i kluczowe w podejmowaniu decyzji o wyborze klubu.

To prawda. Jako zawodnicy rozmawiamy ze sobą w szatni, poza szatnią i wiemy doskonale, kto ma niepłacone przez jaki okres.

Jak zostać członkiem Zawodowego Związku Koszykarzy?

To proste. Można wypełnić formularz zgłoszeniowy lub napisać e-mail, abyśmy w wiadomości zwrotnej wysłali podanie. Wszystko jest opisane na naszej stronie. Wszystko musi oczywiście odbywać się proceduralnie.

Chciałbym zaznaczyć, że w naszym zarządzie poza Kamilem Łączyńskim i Tomaszem Gielo, którzy są zaangażowani w proces tworzenia nowego wizerunku ZZK, jest również kobieta – Monika Jasnowska. I jest to dla nas ważne, bo może mieć zupełnie inne spojrzenie. Koszykarki też są u nas mile widziane. Mam nadzieję, że będziemy coraz większą siłą. Tylko wtedy, gdy będzie nas więcej, będziemy silniejsi.

Ilu członków obecnie liczy ZZK?

Mamy 45 członków, natomiast dołączają do nas nowe osoby.

Można zatem powiedzieć, że ZZK powstał z inicjatywy koszykarzy – tych, którzy sami doświadczyli pewnych braków, chcąc mówić głosem wszystkich zawodników.

Dokładnie tak. Po to, by pomagać, uświadamiać i uczulać na pewne punkty w kontraktach, zachowania, reakcje. Dla mnie priorytetem jest pomaganie szczególnie młodym koszykarzom, ale i tym doświadczonym – po to, żeby zrozumieli swoje prawa, wiedzieli co mogą, czego im nie wolno i jakie konsekwencje mogą nieść ich nieodpowiednie działania.

W mojej ocenie najważniejszym ogniwem i najbardziej zabezpieczony powinien być Polak. Niestety tak nie jest, co potwierdzają przeprowadzane przez nas ankiety. Chciałbym, żeby najważniejsi byli nasi polscy zawodnicy i żeby uświadamiać, że to o ich interes należy zadbać w pierwszej kolejności. Według mnie, żeby zdobyć mistrzostwo i odnieść sukces trzeba mieć dobrych Polaków. Z graczami zagranicznymi nie zawsze się trafi, ale jest to efekt dodatni. Owszem, są ważnym elementem, ale nie powinno być różnic w traktowaniu. Rzeczywistość jednak często pokazuje co innego.

Mam świadomość, że niektórzy są sceptycznie nastawieni, nie chcą się wychylać i mogą zastanawiać się, czy jest im to potrzebne, skoro nic złego ich nie spotkało, a opłacanie składek może zniechęcać. To nie jest kwestia tego, żeby robić sobie pod górkę. Rozumiem, że wolne związki w Polsce nie są traktowane należycie.

Nadszedł czas, żeby i koszykarze mieli swój związek zawodowy. Nie po to, by wydzierać sobie pewne rzeczy, od razu punktować wszystko publicznie, tylko po to, aby pomagać Polakom w Polskiej Lidze Koszykówki, szczególnie wtedy, gdy będą mieć trudne momenty, kiedy doznają kontuzji, klub nie będzie się rozliczał, agent nie będzie reagował. Tak, żeby zawodnik miał poczucie, że ma na kim polegać. Podkreślam, że mówię i o koszykarzach, i o koszykarkach. I o ekstraklasie i o każdym niższym poziomie.

Myślę, że wielu koszykarzy może zadawać sobie pytanie: po co mi Zawodowy Związek Koszykarzy, skoro mam agenta, który mnie reprezentuje?

Z całym szacunkiem do wszystkich agentów, którzy pracują na polskim rynku, bo zdaję sobie sprawę, że na pewno będziecie to czytać – mówię do Was. Wiecie, że jeżeli jest dobrze, to wszystko jest OK. Ale kiedy zaczyna się robić gorąco, kiedy jest niepłacone, to większość z Was chowa głowę w piasek, a zawodnicy muszą sobie radzić sami.

Agenci pomagają, negocjują kontrakty. Ale ilu jest agentów, którzy wykonują swoją pracę w odpowiedni sposób również wtedy, kiedy sytuacja się zaognia? Dla sportowca najgorsza jest kontuzja i wtedy zazwyczaj wszystko się komplikuje. Jest wiele zapisów w kontraktach i często zawodnik nie wie, co w takiej sytuacji począć. Są tacy gracze i agenci, którzy mają świadomość i pilnują pewnych spraw, ale część niestety nie, kierując się standardową umową.

Chcielibyśmy, aby niektóre istotne rzeczy były zawierane w kontraktach, dlatego komunikujemy się z agentami i podpowiadamy, co powinni uwzględnić, a zawodników uczulamy, aby wiedzieli czego powinni sami dopilnować.

Czy nie byłoby łatwiej, gdyby w takich sytuacjach reakcje koszykarzy były natychmiastowe, gdyby mówiono o tym na głos? Prawdą jest, że wielu graczy woli się jednak nie narażać.

Koszykarze bardzo często boją się mówić o tym na głos, obawiają się konsekwencji i ja to rozumiem. Komisja weryfikacyjna często nie wie nawet, że dany klub ma zaległości wobec zawodnika. Uważam, że sami powinni o tym zawiadamiać.

Z tego powodu zależy mi, aby reagować i z naszą pomocą takie rzeczy od razu wyjaśniać. Wówczas możemy przedstawić stronę prawną i zasugerujemy, co powinno się wykonać i będziemy dalej reprezentować gracza. Niektórzy w swoich kontraktach mają zwykły sąd rejonowy, Sportowy Trybunał Arbitrażowy przy PZKosz, niektórzy europejski BAT, więc trzeba podchodzić do przypadków indywidualnie. Musimy mieć na uwadze, że nie wszyscy chcą iść do sądu.

Sam doświadczyłem wielu sytuacji, kiedy nie otrzymałem wypłaty na czas. Raz nie płacono mi przez 4 miesiące, a miałem jeszcze mieć bonusy. Poczekałem dwa miesiące, zapytałem prezesa co dalej. Zaproponował, żebym wystawił inną fakturę niż miałem w umowie. Gdy powiedziałem, że nie mogę zrobić inaczej niż jest w kontrakcie, inni mieli widocznie inne zapisy, usłyszałem prosto w twarz: „No to ci nie zapłacę”. Potem wygrałem tę sprawę w BAT, a można było załatwić to w inny sposób.

Dla klubu sytuacja, kiedy otrzymuje wezwanie do zapłaty, nie jest wygodna, bo trzeba zapłacić. Bardzo mi przykro. Jeśli coś zostało wykonane, obie strony się na to zgodziły, to wszystko powinno być jasne.

Trudno odnieść inne wrażenie niż te, że często wykorzystuje się, że zawodnik – przynajmniej w teorii – zbyt wiele nie może.


Obcokrajowiec ma możliwość odejścia gdziekolwiek indziej i wtedy takiego gracza się inaczej szanuje. Co ma zrobić Polak? Wyjechać? Prezesi klubów nierzadko to wykorzystują, bo wiedzą, że zawodnik nie będzie miał gdzie pójść. Na tym teraz ma polegać ZZK, by chronić interesy wszystkich zawodników. Nie chcemy chronić tylko wybitnych jednostek, ale wszystkich naszych członków.

Naprawdę, od jednego z prezesów usłyszałem raz, że powinienem być wdzięczny i w ogóle wszyscy koszykarze powinni cieszyć się, że grają w koszykówkę i dostają takie pieniądze! Odpowiedziałem, czy zabraniam komuś wyboru zawodu i bycia koszykarzem? Nie. Ale dlaczego miałbym być wdzięczny, że otrzymuję pieniądze za to, co robię z zaangażowaniem? Zostałem wychowany na domowych obiadach i to mi smakuje. Kiedyś zostało mi wypomniane, że domagam się swoich pieniędzy jedząc w barze mlecznym.

Nie wszyscy rozumieją położenie zawodnika. Często można usłyszeć: „Jak ci się nie podoba, to zmień pracę”. Jeśli wypowiadasz takie słowa, zastanów się, czy powiedziałbyś to samo sobie, gdybyś nie otrzymywał swojego wynagrodzenia na czas. Zawsze łatwo jest mówić, kto co powinien zrobić, samemu nie będąc w takiej sytuacji.

Czy kluby mogą poczuć się zagrożone działalnością ZZK i w ten sposób ją postrzegać?

I powinny czuć się zagrożone. Ale my nie chcemy robić czegoś nad wyraz, szantażować i zaczepiać. Oczekujemy jedynie respektowania praw zawodników. Zdaję sobie sprawę, że jesteśmy bardzo niewygodni i niektórzy mogą mieć z tym problem. My, jako zawodnicy musimy mieć pewność, że za naszą pracę otrzymamy pieniądze i będziemy szanowani. Jeżeli ktoś mówi, że ci nie zapłaci lub się miga, musi liczyć się z konsekwencjami prawnymi, czy mu się to podoba, czy nie.

Uważasz, że brakuje komunikacji?

Brakuje? Tego w ogóle nie ma. Podczas swojej kariery rozmawiałem z kilkoma prezesami i mówiłem im, że jeżeli jakiekolwiek zawiasy mają zostać naciągnięte, powinni przyjść do szatni i powiedzieć, jaka jest sytuacja, kiedy można spodziewać się swoich pieniędzy. Przez wszystkie lata, jeden prezes przyszedł do nas raz czy dwa.

Rozumiem, że ktoś może nie chcieć kłaniać się w pas, tłumaczyć się zawodnikom i upokarzać, natomiast jest to normalny, ludzki odruch i zawodnik to doceni. Prezes powinien informować zawodników o tym, co się dzieje, na co może liczyć i co najważniejsze – powinien wiedzieć na czym stoi i jak może sobie pewne rzeczy zaplanować i ułożyć.

Chciałbym na to zwrócić uwagę. To nie jest uwłaczające, żeby przyjść i szczerze porozmawiać o pieniądzach. Zawsze coś trzeba powiedzieć i zakomunikować. To jest fair.

Powinna być rozmowa i wspólne zrozumienie. Wspólne, bo zawodnik też powinien być wyrozumiały i zachowywać się w porządku, a nie jedynie oczekiwać. Nie powinno być tak, że polski zawodnik musi domagać się tego, co ma w kontrakcie, ale to też jest ważne, żeby gracz miał poczucie, że musi wykonywać swoją pracę z najwyższym możliwym zaangażowaniem, żeby potem móc się tego domagać. Przeważnie jednak są zachowania patologiczne.

Czy jako ZZK chcielibyście sugerować klubom, jak pewne rzeczy powinny funkcjonować?

Nie chciałbym mówić innym, jak mają zarządzać klubem. Prezesi powoływani są poprzez radę nadzorczą oraz właścicieli, więc powinni mieć odpowiednie kompetencje i wiedzieć, jakie obowiązki do nich należą. Jednakże kluczowe jest, by nie wydawać więcej niż się ma. Dochodzenie swoich praw i swoich pieniędzy może kosztować znacznie więcej i nie o to powinno chodzić. Mam świadomość, że drużyny rozliczane są za realizację celu, miejsce w tabeli, ale na to składa się wiele czynników, jak budowa składu, kontuzje. Nie wszyscy to rozumieją.

Gdybyś mógł coś jeszcze zmienić, to co by to było?

Liga wedle regulaminu nie jest organem wykonawczym i nie może dorzucić ujemnych punktów, jeżeli ktoś nie rozlicza się z zawodnikami. Ale w mojej ocenie, warto byłoby w przyszłości rozważyć, czy nie byłoby sprawiedliwie, gdyby klub, który płaci na czas, ma wszystko uregulowane i nie ma problemu z płatnościami dla zawodników, nie był traktowany tak samo jak klub, który ma długi, nie płaci, ma kilkumiesięczne opóźnienia.

Powiedzmy sobie szczerze, że takie podejście jest nieuczciwe. Gdyby po otrzymaniu żółtej kartki byłby wyciągane konsekwencje, być może ktoś dwa razy się zastanowił, czy warto.

We Włoszech nikt nie przejmował się tym, że przez ostatnie jedenaście lat Siena zdobyła chyba 8 tytułów, a przez niepłacenie, zawiasy fiskalne została zdegradowana na sam dół. Nikogo nie interesowały tytuły i tradycje, nikt się z tym nie liczył i nad tym nie rozczulał. To jest z jednej strony dobre, bo pokazuje wszystkim innym, jak nie należy robić. Jak grasz nieuczciwie, takie są konsekwencje.

Nie chcę niczego narzucać. Po prostu należy zacząć od zrozumienia drugiej strony – zawodników, którzy robią to, co kochają i wykonują dobrze, poświęcając całe swoje życie, by mieć karierę, doznając przy tym wiele kontuzji, urazów, wylewając hektolitry potu – po to, żeby potem martwić się o jutro, zastanawiać się, jak powiązać koniec z końcem? Nie na tym rzecz polega.

Chciałbym, żeby nasza koszykówka szła do przodu. Jedna i druga strona powinna zrozumieć się nawzajem. Najważniejszy jest dialog, najważniejszy jest dla nas #GłosZawodników.

Treść dostępna tylko dla
Użytkowników Premium!

Zaloguj się aby zobaczyć dalszą część wpisu!


Pamela Wrona

POLECANE

Od wielu lat listopad obchodzi się pod hasłem świadomości i profilaktyki występujących u mężczyzn chorób nowotworowych, przede wszystkim raka jąder i raka prostaty. To dobra okazja, by przypomnieć rozmowę z Robertem Skibniewskim i zapisać się na badania.

tagi

14 zwycięstw i 14 przegranych to dotychczasowy bilans beniaminka Orlen Basket Ligi, który mając do rozegrania jeszcze dwa mecze, zajmuje ósme miejsce w tabeli. Dziki Warszawa swój debiutancki sezon w ekstraklasie sportowo już mogą zaliczyć do udanych. Ale nie tylko w tym aspekcie. – Nasz sufit jest tam, gdzie go sami powiesimy – przekonuje Michał Szolc, prezes i założyciel klubu.
12 / 04 / 2024 18:58
Obecnie media społecznościowe są nieodzownym elementem marketingu sportowego. Własną perspektywą pracy media managera w koszykarskich klubach podzielili się Katarzyna Pijarowska (Enea Astoria Abramczyk Bydgoszcz), Bartek Müller (Krajowa Grupa Spożywcza Arka Gdynia) oraz Karol Żebrowski (Trefl Sopot).
25 / 03 / 2024 22:15
– Gdy coś nie wychodzi raz, drugi, trzeci, to nie spuszczam głowy, nie poddaję się, realizuję swoje cele, aby niektórym trochę miny zrzedły, gdy okaże się, że gość z wężem na głowie jednak daje radę – przyznaje Mateusz Szczypiński, koszykarz Domelo Sokoła Łańcut. O koszykarskiej dojrzałości, wizerunku oraz hejcie rozmawia z nim Pamela Wrona.
8 / 11 / 2023 16:24
– Mam argumenty, by zapijać emocje alkoholem. Kontuzje i urazy, zmiany klubów i miast, nowe otoczenie i nowi ludzie – to wszystko przecież buduje niestabilność. Po przegranym meczu moi koledzy z szatni analizują swoje błędy. Ja sięgam po alkohol. Uśmierzam emocje. Chyba nie chcę się z nimi spotkać. Nie wczytuję się w siebie, bo wolę tego uniknąć – wspomina były koszykarz Wiktor Grudziński. 15 kwietnia obchodzimy Światowy Dzień Trzeźwości. To nie tylko promowanie abstynencji. Jest to dzień, który służyć ma refleksji i ma na celu zwiększenie świadomości społecznej na temat powszechności uzależniania od tej substancji oraz zagrożeń zdrowotnych wynikających z jej nadużywania.
„Stałam w oknie, pomachałam mu, aż straciłam go z pola widzenia. Po chwili jednak zadzwoniłam, aby kupił bułki. Zawsze to robił. Tego dnia zapomniał. Gdy się rozłączyłam, napisał: „Przepraszam, kocham cię”. Wtedy nie wiedziałam, że już nigdy więcej się nie zobaczymy i tego dnia zostanę wdową.” – wspomina Angelina, żona zmarłego koszykarza Dawida Bręka. 23 lutego obchodzimy Ogólnopolski Dzień Walki z Depresją. Jest to dzień, w którym przede wszystkim powinniśmy zwrócić uwagę na to, jak ważne jest dbanie o swoje zdrowie psychiczne i korzystanie ze specjalistycznej pomocy.
Jeden z najlepszych niskopunktowych graczy na świecie wraz z drużyną Hornets Le Cannet Côte d’Azur zdobywa prestiżowy Puchar Francji. To Polak, który także reprezentuje nasz kraj w koszykówce na wózkach.
30 / 01 / 2024 17:38