Szablowski po awansie: Nie mogłem być bardziej szczęśliwy [WYWIAD]

Szablowski po awansie: Nie mogłem być bardziej szczęśliwy [WYWIAD]

- Bo kluczem jest to, żeby właśnie stworzyć drużynę. I nam się to udało. Po prostu byliśmy zespołem - przyznał trener Krzysztof Szablowski, który z Dzikami Warszawa wywalczył awans do ekstraklasy.
fot. Karolina Bąkowicz; na zdjęciu Krzysztof Szablowski

Pamela Wrona, Polski Kosz: Trudno było panu zasnąć sobotniej nocy?

Krzysztof Szablowski, trener Dzików Warszawa:
Tak, świętowaliśmy awans i było bardzo przyjemnie. Byłem z moją rodziną – z żoną i dziećmi, a co więcej, w niedzielę miałem… zajęcia na uczelni. Jednak musiałem się przespać (śmiech).

Jakie uczucia pojawiły się w momencie, kiedy trener miał świadomość, że wygraliście ligę i nikt wam tego nie odbierze?

Jeżeli tak wygląda uczucie spełnienia, szczęścia – to było właśnie takie uczucie. Byłem przeszczęśliwy. Jest to dla mnie – jako pierwszego trenera – największy jak do tej pory sukces. I mam nadzieję, że nie ostatni. To nawet ciężko opisać.

Zakładamy sobie, że coś zrobimy, pracujemy na to naprawdę ciężko cały rok, z różnymi sytuacjami, w większości dobrymi, ale kilkoma trudnymi, z którymi musieliśmy sobie poradzić. I osiągamy cel, spełniamy swoje marzenie. To nie jest tak, że idzie się jak sprinter na bieżnie, startuje, dobiega na metę. Oczywiście, przygotowuje się do tego dużo wcześniej, ale to jest chyba trochę inaczej, prawda? Cały sezon wszyscy na to pracowaliśmy.

Myślę, że tak jak Real Madryt cieszył się po rzucie Sergio Llula oddanym na trzy sekundy przed końcem czwartej kwarty i wygraniu Euroligi, tak ja sam byłem szczęśliwy i miałem w sobie podobne uczucia. Nie mogłem być bardziej szczęśliwy niż wtedy.

Widząc wszystkie obrazki z tamtej chwili, naprawdę trudno się nie uśmiechnąć!

Sądzę, że każde zwycięstwo, czy byłoby to wygranie ekstraklasy, czy Euroligi, to mimo wszystko to uczucie szczęścia i spełnienia chyba jest podobne. Co prawda, nie doświadczyłem wygrania Euroligi, natomiast osiągnęliśmy coś, na co pracowaliśmy ciężko przez długi czas. Dało nam to poczucie niesamowitego szczęścia i satysfakcji.

Czy ta satysfakcja jest większa, gdy niemal od początku nie jest się stawianym w roli faworyta?

Koniec końców to udało się nam i nie da się ukryć, że wygraliśmy zasłużenie. Nie myśleliśmy w ten sposób, czy ktoś stawiał na kogoś innego, kto był faworyzowany. Raczej się to nie przekłada. Owszem, takie głosy były w środowisku, ale nawet cieszę się, że takie były, że zostało to sprzedane w taki sposób, bo my na tym skorzystaliśmy, pomogło nam to w rywalizacji. Nakręciło nas to jeszcze mocniej, a przeciwnik miał większą presję.

Nie rozumiem jednak tego, kto byłby zdziwiony, bo stworzyliśmy naprawdę świetny zespół. Przed meczem powiedziano mi, że mamy dużo węższą rotację. Być może trochę, ale nie było wielkich różnic. Nie polemizowałem z tym, jeśli ktoś uważał, że nie jesteśmy pretendentem do awansu. W porządku.

Ja uważałem od początku, że mam dobrą drużynę. Prowadziłem ją przez całe rozgrywki i wiedziałem doskonale, na co ją stać, czego dokonała i przez co przeszła. Jako trener mówiłem: „Nie ma szans, żebyśmy my w tej serii polegli”. Jeśli jednak Górnik Trans.eu Zamek Książ by wygrał, musielibyśmy się z tym pogodzić. Miałem świadomość, że będą to bardzo trudne pojedynki.

Portal SuperBasket.pl podsumował: Górnik był zbudowany, by dobrze grać w pierwszej lidze. Drużyna z Warszawy była zbudowana, by awansować do PLK.

Czytałem, bardzo mi się to spodobało! To jakby wszystko potwierdza i każdy kto jest trenerem wie, jak nasz zespół był zbudowany. Trener Marcin Radomski z jednej strony postawił na fizyczność – i słusznie, bo to jest bardzo ważne. Ale ja postawiłem na graczy, którzy może nie byli aż tak atletyczni jak nasi przeciwnicy, ale przede wszystkim potrafią grać w koszykówkę i wygrywać, co nie jest łatwe, a udowodnili to przecież niejednokrotnie.

Czyli zaufał pan doświadczeniu.

O tym mówię. Kluczem byli doświadczeni zawodnicy, którzy już zaznali smaku awansu, jak Michał Aleksandrowicz – MVP finałów – czy Alan Czujkowski, który miał mecze, kiedy gra mu się nie układała, ale był cierpliwy i w najważniejszych momentach dokładał swoje, był skuteczny. Pamiętam, jak przed sezonem powiedziałem mu: „Stary, mówią, że słabo bronisz. Teraz masz sezon, kiedy możesz udowodnić, że to nieprawda”. Ma swoje braki w defensywie jak wielu zawodników, ale to, jak w tej serii bronił i grał przeciwko Chidomowi, to po prostu rewelacja.

Mateusz Bartosz, o którym mówiono, że będzie miał problemy z Piotrem Niedźwiedzkim i nie da rady… Z całym szacunkiem, ale Pan Mateusz Bartosz, który też już awansował do ekstraklasy i udowodnił tam, że może grać na dobrym poziomie, zawsze pełnił konkretne role w zespołach i nie był gościem z dostawki, pokazał, na co naprawdę go stać.

Lubię tak grających zawodników jak Kostas Sloukas, który fajnie funkcjonował w swoim zespole i skojarzył mi się z kapitanem Grzegorzem Grochowskim, który przez kontuzję od pewnego momentu rozpoczynał mecze z ławki, a był w najważniejszych momentach. Proszę powiedzieć, czy my mieliśmy słabszy zespół? Zbudowaliśmy zespół na awans i to udowodniliśmy.

Ostatnio trener Kamil Sadowski (SKS Starogard Gdański) przyznał, że budżet oscylujący w granicach 850 – 900 tysięcy jest wystarczający, by zrobić finał. Czy w waszym przypadku to się sprawdziło?

Wydaliśmy mniej. Powiem nawet, że dużo mniej. Według mojej wiedzy kilka zespołów wydało o wiele więcej. Kalkulowałem to, a wiem, jakie są stawki i kontrakty, chociażby z ofert od agentów i myślę, że byliśmy na czwartym, może trzecim poziomie, jeśli chodzi o budżet. Wydaliśmy znacznie mniej niż wyliczył trener Kamil Sadowski. Z takimi finansami na pewno można myśleć o awansie.

Postawiliśmy sobie awans jako cel nadrzędny i dlatego zostałem w tym klubie. Chciałem mieć budżet, który by na to pozwolił. Rozmawialiśmy z prezesem, jakie to powinny być finanse, które byłyby realne i nie byłyby z kosmosu. Pamiętam, że daliśmy sobie kilkanaście dni i usłyszałem: „Uda nam się zebrać takie pieniądze”. Wówczas przystąpiliśmy do budowania składu. Wydawaliśmy skrupulatnie, mądrze i zmieściliśmy się w swoich założeniach.

Odnoszę wrażenie, że wszystko było dokładnie przemyślane – to, jak stworzyć prawdziwą drużynę.

Tak, bo kluczem jest to, żeby właśnie stworzyć drużynę. I nam się to udało. Po prostu byliśmy zespołem. Chciałbym to podkreślić. Z tak mocnym mentalnie zespołem jeszcze nie miałem okazji pracować. W euforii powiedziałem, że nas nie dało się złamać. I to prawda – nas nic nie było w stanie złamać. Mieliśmy różne momenty, ale nas nie złamano.

To była czysta przyjemność pracować z tymi chłopakami. Ale to jest właśnie klucz budowania zespołu. Bo wtedy oni są i silni koszykarsko, i mentalnie. Wspólnie pracują w jednym, tym samym celu.

Zbudowanie zespołu nie polega na pościąganiu różnych zawodników, tylko na odpowiednim dopasowaniu ich do siebie i w odpowiednich rolach. Nie można mieć samych Robertów Lewandowskich i Cristiano Ronaldo, bo raczej nie będą ze sobą współpracować. Niekiedy wielkie gwiazdy i charaktery obok siebie funkcjonują, jak im się przydzieli odpowiednie role, lecz klocki trzeba umieć odpowiednio dopasować, by każdy liderował w swój sposób, by potrafił być gwiazdą w swojej roli. Wtedy całość prosperuje idealnie.

Sztuką jest, by zawodnik uwierzył w trenera?

Uważam, że tak. Zaufanie to jedno, ale na zaufanie trzeba sobie zapracować. Tak jak i na szacunek ze strony zawodników. To zdobywa się swoim warsztatem. Jeżeli zawodnicy uwierzą w to, co trener do nich mówi, w to, co i w jaki sposób wykonuje i zobaczą, poczują, że to ich może do czegoś zaprowadzić – to pójdą za trenerem, w tym samym kierunku.

Nie powinno umknąć niczyjej uwadze, że Dziki Warszawa w zaledwie 6 lat od założenia wywalczyły awans do ekstraklasy i poczyniły imponujący progres.

To prawda, to olbrzymi sukces organizacji. Prezesa Michała Szolca należy przedstawić jako jego głównego architekta. Ja uczestniczyłem w tej pracy przez 2 lata, a on pracował na to ciężko przez 6. Pomogłem mu na pewno, chciał żebyśmy dalej współpracowali, bo myślę, że wiedział i czuł, że też tego chcę, chcę coś udowodnić, wywalczyć awans i tę pracę wykonam z pełnym zaangażowaniem i poświęceniem. Prezes to jednak umożliwił i to jego zasługa.

Będąc tu już drugi rok, w drugim sezonie zaobserwowałem, jak duży skok organizacyjny udało nam się poczynić. Od początku z prezesem założyliśmy sobie, że walczymy o awans. Prezes też walczył o ten awans z nami, choć poza parkietem, organizacyjnie. Dzięki temu zrobiliśmy duży progres.

W sobotę powiedzieliśmy sobie, że to bierzemy, jesteśmy na to gotowi. Mamy pewność, że będziemy mogli się do tego startu dobrze przygotować.

Pamiętam doskonale reakcje na niektóre pomysły prezesa klubu, które najczęściej spotykały się z niedowierzaniem.

Przede wszystkim trzeba mieć marzenia. Wtedy jest szansa, że będzie można je zrealizować. Naturalnie, żeby je realizować i są one tak duże, potrzeba ekstremalnego zaangażowania i ciężkiej pracy. Jeżeli nie jest się ekscentrycznym milionerem, jak Michał Szolc podkreślił podczas naszego pierwszego spotkania, trzeba dużo pracy włożyć w to, żeby takie marzenia urzeczywistniać. A ekstraklasa to nie jest koniec jego marzeń. Patrząc na to, co już udało mu się zrobić, wierzę, że wszystko jest w zasięgu.

Trener w kontekście przyszłego sezonu wypowiedział się w liczbie mnogiej. Rozumiem, że nagrodą za awans jest dalsze prowadzenie zespołu?

Mam ważny kontrakt w Dzikach, przede wszystkim jak jest ekstraklasa. Już z zeszłym roku uzgodniliśmy, że jeśli Dziki wygrają ligę i będą w stanie wystartować w ekstraklasie, to ja zostanę na stanowisku pierwszego trenera na kolejny sezon. Zatem tak, nadal jestem dzikiem! (śmiech).

Treść dostępna tylko dla
Użytkowników Premium!

Zaloguj się aby zobaczyć dalszą część wpisu!

Pamela Wrona

POLECANE

Od wielu lat listopad obchodzi się pod hasłem świadomości i profilaktyki występujących u mężczyzn chorób nowotworowych, przede wszystkim raka jąder i raka prostaty. To dobra okazja, by przypomnieć rozmowę z Robertem Skibniewskim i zapisać się na badania.

tagi

14 zwycięstw i 14 przegranych to dotychczasowy bilans beniaminka Orlen Basket Ligi, który mając do rozegrania jeszcze dwa mecze, zajmuje ósme miejsce w tabeli. Dziki Warszawa swój debiutancki sezon w ekstraklasie sportowo już mogą zaliczyć do udanych. Ale nie tylko w tym aspekcie. – Nasz sufit jest tam, gdzie go sami powiesimy – przekonuje Michał Szolc, prezes i założyciel klubu.
12 / 04 / 2024 18:58
Obecnie media społecznościowe są nieodzownym elementem marketingu sportowego. Własną perspektywą pracy media managera w koszykarskich klubach podzielili się Katarzyna Pijarowska (Enea Astoria Abramczyk Bydgoszcz), Bartek Müller (Krajowa Grupa Spożywcza Arka Gdynia) oraz Karol Żebrowski (Trefl Sopot).
25 / 03 / 2024 22:15
– Gdy coś nie wychodzi raz, drugi, trzeci, to nie spuszczam głowy, nie poddaję się, realizuję swoje cele, aby niektórym trochę miny zrzedły, gdy okaże się, że gość z wężem na głowie jednak daje radę – przyznaje Mateusz Szczypiński, koszykarz Domelo Sokoła Łańcut. O koszykarskiej dojrzałości, wizerunku oraz hejcie rozmawia z nim Pamela Wrona.
8 / 11 / 2023 16:24
– Mam argumenty, by zapijać emocje alkoholem. Kontuzje i urazy, zmiany klubów i miast, nowe otoczenie i nowi ludzie – to wszystko przecież buduje niestabilność. Po przegranym meczu moi koledzy z szatni analizują swoje błędy. Ja sięgam po alkohol. Uśmierzam emocje. Chyba nie chcę się z nimi spotkać. Nie wczytuję się w siebie, bo wolę tego uniknąć – wspomina były koszykarz Wiktor Grudziński. 15 kwietnia obchodzimy Światowy Dzień Trzeźwości. To nie tylko promowanie abstynencji. Jest to dzień, który służyć ma refleksji i ma na celu zwiększenie świadomości społecznej na temat powszechności uzależniania od tej substancji oraz zagrożeń zdrowotnych wynikających z jej nadużywania.
„Stałam w oknie, pomachałam mu, aż straciłam go z pola widzenia. Po chwili jednak zadzwoniłam, aby kupił bułki. Zawsze to robił. Tego dnia zapomniał. Gdy się rozłączyłam, napisał: „Przepraszam, kocham cię”. Wtedy nie wiedziałam, że już nigdy więcej się nie zobaczymy i tego dnia zostanę wdową.” – wspomina Angelina, żona zmarłego koszykarza Dawida Bręka. 23 lutego obchodzimy Ogólnopolski Dzień Walki z Depresją. Jest to dzień, w którym przede wszystkim powinniśmy zwrócić uwagę na to, jak ważne jest dbanie o swoje zdrowie psychiczne i korzystanie ze specjalistycznej pomocy.
Jeden z najlepszych niskopunktowych graczy na świecie wraz z drużyną Hornets Le Cannet Côte d’Azur zdobywa prestiżowy Puchar Francji. To Polak, który także reprezentuje nasz kraj w koszykówce na wózkach.
30 / 01 / 2024 17:38