Mateusz Filipski: Koszykówka daje siłę

Mateusz Filipski: Koszykówka daje siłę

- Samo poruszanie się na wózku wymagało praktyki, ale szybko to polubiłem. Dawało mi to nadzieję, by stać się kimś. Koszykówka dała mi szczęście, wiarę, waleczność, rywalizację - mówi Mateusz Filipski, reprezentantem Polski i zawodnikiem klubu GSD Porto Torres, którem strzelców włoskiej ekstraklasy.
Mateusz Filipski / fot. Claudio Atzori

Dołącz do Premium – czytaj całe teksty i graj w Fantasy Lidze! >>

Pamela Wrona: Czym dla pana jest niepełnosprawność?

Mateusz Filipski: O niepełnosprawności przypominam sobie tylko wtedy, gdy muszę założyć protezę. Uważam, że ludzie mają gorzej niż ja. Nie czuję się niepełnosprawny, nie odczuwam tego. Chyba, że idę ulicą i ludzie mi się przyglądają.

Szybko musiał pan dorosnąć?
Myślę, że tak. W wieku 13 lat zachorowałem na raka kości. Wszystko się zmieniło, przewróciło do góry nogami. Przeszedłem chemioterapię. Abym mógł żyć, lekarze musieli amputować moją nogę.

Rozumiał pan to?
Czy rozumiałem?  Po prostu musiałem się z tym pogodzić.

Brak możliwości wyboru hartuje?
Zdecydowanie tak.

Diagnoza w tak młodym wieku była dla pana ciosem?
Na początku nie było łatwo. Ale pewnego dnia powiedziałem sobie, że to nie ja mam raka, tylko rak ma mnie i to ja go zniszczę. Kiedy miałem na szali swoje własne życie, zacząłem rozumieć, że muszę jak najszybciej ułożyć to sobie w głowie, uporać się z własnymi myślami i żyć dalej.

Rodzice też ciężko to znieśli. Ale gdy widzieli, że ja daję radę, to oni też musieli. Nie mogli okazać słabości. Wręcz przeciwnie, pokazywali mi siłę, wolę walki. Pewnie po kątach płakali. Jednak dopóki ja nie rozpaczałem, to oni też nie.

Był moment, w którym pan naprawdę się bał?

Nie bałem się. Wierzyłem, że będzie dobrze, że wszystko ułoży się pomyślnie. Koszykówka na wózkach sprawiła, że nie myślałem o problemach. Byłem skupiony na sporcie, nie załamywałem się. Miałem zajęcie, treningi, mecze. To  spowodowało, że nie siedziałem w domu, nie zamykałem się w sobie i w czterech ścianach. To dawało mi siłę do walki, pozytywnie wpływało na moją psychikę po chorobie. Wsparcie najbliższych też jest bardzo ważne. Mam świadomość, że nie każdy może liczyć na taką pomoc.

Czyli koszykówka okazała się dla pana lekarstwem.
Amputowano mi nogę, a w moim rodzinnym Rzeszowie utworzono klub sportowy koszykówki na wózkach. Pojechałem na pierwszy trening, radziłem sobie, spodobało mi się. Wcześniej trenowałem karate i siatkówkę, nie miałem styczności z tą dyscypliną.

Początki nie były łatwe. Gdy zacząłem grać w koszykówkę na wózkach, byłem jeszcze w trakcie chemioterapii. Często miałem krwotoki z nosa, zasłabnięcia podczas treningów. 

Samo poruszanie się na wózku wymagało praktyki, ale szybko to polubiłem. Dawało mi to nadzieję, by stać się kimś. Koszykówka dała mi szczęście, wiarę, waleczność, rywalizację. Na pewno byłoby mi ciężko bez koszykówki. Myślę, że szukałbym wtedy innej dyscypliny. Nie wyobrażam sobie życia bez sportu.

Kiedy pan uświadomił sobie, że niepełnosprawność zaczyna się w głowie?
Sądzę, że od razu pojąłem wiele rzeczy, wiedząc jak poważna jest sytuacja i jaka jest stawka. Nie załamałem się. Wydaje mi się, że gdyby spotkało mnie to później, mógłbym przejść to inaczej i znacznie gorzej. Może dzięki temu, że byłem nastolatkiem, szybciej mogłem sobie z tym poradzić. Przede mną było przecież jeszcze całe życie.

Wówczas pan ją w pełni zaakceptował?
Nie jest łatwo pogodzić się z utratą sprawności, z tym, że jest się osobą niepełnosprawną. Byłem jak każdy młody chłopak. Później stałem się łysy przez chemioterapię, ludzie dziwnie mi się przyglądali, mieli dystans. Czasami czułem, że się mnie boją. Starałem się to zrozumieć, nauczyłem się podchodzić sceptycznie. Chyba musi wydarzyć się tragedia, by ludzie mieli inne podejście. Zaczęło się to zmieniać, gdy przestałem się leczyć. Rówieśnicy mnie zaakceptowali. Ja sam siebie też zaakceptowałem. 

Koszykówka na wózkach dała mi powera do walki i uważam, że dzięki niej łatwiej było mi zaakceptować siebie po amputacji.

Walka ze stereotypami jest czymś w rodzaju misji?
Jako niepełnosprawni sportowcy jesteśmy otwarci, pozytywni i chcemy być traktowani jak wszyscy.

Przez ten czas poznawał pan samego siebie?
Oczywiście. Chyba poznaję samego siebie do tej pory. Wtedy musiałem tylko się takiego polubić.

Jest pan wierzący?
Tak.

Chociaż raz zapytał pan: „dlaczego ja?”
Kiedyś mówiłem sobie, że taki ciężar musi spaść na osobę, która jest w stanie to
udźwignąć, dlatego Bóg stwarza takie sytuacje ludziom silnym, bo słabi by się
poddali. Dało mi to wiarę. Nowe, lepsze życie.

Nie miał pan momentu, w którym tej wiary brakowało?
Myślę, że nie. Koszykówka dawała mi siłę, wiarę w lepsze jutro.

Jestem pod wrażeniem pana optymizmu.
Kierując się optymizmem łatwiej znosimy przeciwności, doświadczamy więcej sukcesów. Mając inne nastawienie do życia, nie osiągnąłbym za wiele. Nie wiem czy da się go nauczyć. To trzeba czuć? Chcieć?

Jest coś, co zmieniłby pan w swoim życiu?
Popełniłem w życiu kilka błędów. Chciałbym cofnąć czas żeby do nich nie doszło, ale nie cofnę.

Jeśli miałby pan szansę zmienić przeszłość i spełnić jedno życzenie, mógłby pan teraz wybrać życie bez protezy?
Jestem na tyle oswojony, że raczej nie chciałbym wrócić do tego co było przed chorobą, gdy miałem dwie nogi. Zdecydowanie wolę, aby wszystko było tak jak jest teraz.

Obawiałby się pan, że byłyby przez to innym człowiekiem?
Wydaje mi się, że byłbym innym człowiekiem, inaczej mógłbym pokierować swoim życiem. I nie sądzę, by było to w dobrym kierunku. Trudno powiedzieć jakby było.

Na ile to co pan przeszedł ukształtowało pana wewnętrznie, zmieniło myślenie, światopogląd?
To co przeżyłem bardzo mnie zmieniło, ukształtowało. Patrzę inaczej na ludzi, na życie i bardziej doceniam to, co mam.

Skąd tak duża motywacja?
Co mnie motywowało? Chyba myśl, że zawsze może być gorzej. Powtarzałem sobie zawsze, że dam radę, nie poddam się i wygram.

Stawiał pan sobie cele, które sam konsekwentnie realizował?
Celem było wrócić szybko do codzienności. Na samym początku założenie protezy, nauka chodzenia w niej, wymagało dużo czasu i cierpliwości, ale dałem radę.

Jak wypracował pan wytrwałość w dążeniu do nich?
Chyba czas zrobił swoje i mój upór. Z własnego doświadczenia zachęcam dążyć do określonego celu, odnajdywać w sobie i w otaczającym nas świecie rzeczy dobre. Czuć swoją wartość i pomimo wszystko doceniać życie, jakie by nie było.

Pasją do koszykówki zaraził pan tatę, który jest mechanikiem w reprezentacji Polski?
Zgadza się, tata Mirosław jest mechanikiem w naszej kadrze. Jeździ z nami, dokonuje napraw. Sądzę, że to bardzo mu pomogło. Kiedy zostałem powołany do reprezentacji, pojechał ze mną i tak już pozostało. Zawsze mieliśmy dobre relacje, a koszykówka jeszcze bardziej nas zbliżyła.

Jakby opisał pan swoją drogę, którą przeszedł z piłką?
W Rzeszowie byłem dwa lata, następnie na rok pojechałem do Włoch, na Sardynię. Pamiętam, że ten kontrakt musiała podpisać mama, bo byłem jeszcze niepełnoletni. Zostałem we Włoszech, grałem niedaleko Rzymu. Kolejne 4 lata w Niemczech, następnie 8 lat spędziłem w Turcji. Obecnie od dwóch lat ponownie jestem we Włoszech, w zespole GSD Porto Torres.

Gra w poprzednim sezonie była bardzo dobra. Zajęliśmy drugie miejsce w lidze, natomiast COVID-19 przerwał nam – możliwe – mistrzostwo Włoch, anulując cały sezon.

I jeszcze przystanek: reprezentacja Polski.
Powołanie otrzymałem mając chyba 17 lub 18 lat. Mogę powiedzieć, że poniekąd się tego spodziewałem. Było to moim marzeniem, by grać z orzełkiem na piersi.

Potwierdza pan, że w Polsce nie ma warunków do uprawiania koszykówki na wózkach?
W Polsce rzeczywiście nie ma warunków do uprawiania tej dyscypliny, brakuje profesjonalnego klubu, który mógłby zapewnić stabilizację oraz możliwość utrzymania graczom. Bo w tej chwili koszykówka jest moją pasją, ale i pracą. W naszym kraju trudno jest to ze sobą pogodzić.

Mateusz Filipski / fot. Claudio Atzori

Widzi pan szansę, by miało to się zmienić?
Chciałbym, aby tak było. Dzięki temu mógłbym być w domu, poczułbym się komfortowo i bezpiecznie. Sądzę jednak, że jeszcze długo to potrwa, zanim cokolwiek się zmieni. Na pewno nie będzie to za mojej kadencji. Nie podchodzimy do tego poważnie, nie ma sponsorów gotowych w to zainwestować. Na to potrzebne są już większe środki, aby chociażby utrzymać zawodników. Na razie tego nie widzę. Dlatego też nie wracam do kraju.

Dziś jest pan szczęśliwym i spełnionym człowiekiem?
Po części mogę powiedzieć, że tak. Sukcesem na boisku było dla mnie zdobycie mistrzostwa klubowego, pojechanie na parolimpiadę. W życiu – rodzina. Zdrowie mi dopisuje, mam cudowne dwie córeczki, wspaniałą dziewczynę, którą bardzo kocham – jest moim wsparciem, moim motywatorem, za co bardzo jestem wdzięczny. Mam jeszcze kilka marzeń i celów do spełnienia. Jak je wszystkie zrealizuje, to wtedy będę w 100% spełnionym człowiekiem.

Rozmawiała Pamela Wrona

POLECANE

Nigdy nie grał profesjonalnie w koszykówkę, ale rozumie ją lepiej niż większość trenerów. Ogromny fan piłki nożnej, który już ponad ćwierć wieku pracuje w baskecie na najwyższym poziomie. Furiat, który daje graczom dużo swobody. Człowiek daleki od umiłowania mediów, o którym Netflix zamierza nakręcić wysokobudżetowy dokument. Back-to-back mistrz Euroligi, który dalszych wyzwań zamierza szukać tylko w NBA, za główną przeszkodę uważając kiepską angielszczyznę. Pełen sprzeczności – Ergin Ataman.
Jest taki mem – Ryan Gosling jako dzielnice Berlina. Kreuzberg – hipsterska kurteczka, Neukölln z podbitym okiem, Marzahn okraszony kadrem z „Fanatyka” i tak dalej. ALBA i jej kibice są soczewką uwypuklającą wszelkie cechy stolicy Niemiec, która tak naprawdę z resztą kraju nie ma wiele wspólnego.

tagi

Adam Romański dołącza do grona naszych autorów. Komentator Polsatu Sport będzie publikował swój power ranking ekstraklasy oraz przybliżał sylwetki graczy, którzy powinni znaleźć się w orbicie zaintereswoań kadry narodowej.
20 / 10 / 2022 16:57
– Za każdym razem, kiedy mogło mi się wydawać, że dużo wiem o koszykówce, zostałem sprowadzany na ziemię. Starałem się pytać i dowiadywać jeszcze więcej, czerpać z ich wiedzy. Teraz chciałbym budować swoją markę i swoje nazwisko, aby mówiono, że jest to „drużyna Andrzeja Urbana” – mówi 31-letni szkoleniowiec BM Stali Ostrów, z którym rozmawia Pamela Wrona.
5 / 10 / 2022 18:10
Karol Śliwa bierze na warsztat naszą KoszKadrę i oceniam każdego z zawodników za występy na tegorocznych Mistrzostwach Europy. Polska reprezentacja zajęła w nich czwarte miejsce. Przyznaję oceny od 6 do 1, gdzie szóstka, jak w szkole, jest oceną najwyższą, a jedynka, najgorszą.
21 / 09 / 2022 16:39
– Nasz wiceprezydent powiedział mi ostatnio, że kiedy się do mnie zgłosili, zastanawiał się, po co klubowi dyrektor sportowy. Przecież przez tyle lat nie było takiej potrzeby. Teraz mówi mi, że nie ma pojęcia, jakim cudem tak długo funkcjonowali bez dyrektora sportowego (śmiech) – o swojej roli w SIG Strasbourg w rozmowie z PolskiKosz.pl opowiada Nicola Alberani.
Anwil Włocławek pozwalał rywalom na rekordową liczbę rzutów za 3 punkty, ale była to przemyślana taktyka. Dużo częściej rzucali słabsi strzelcy w drużynie przeciwnika, a specjaliści od trójek mieli gorsze pozycje i notowali spadek skuteczności.
– W Manresie jestem najstarszym zawodnikiem w drużynie i nie ukrywam, że to dla mnie nowe doświadczenie, pierwszy raz jestem w takiej sytuacji. Staram się być ostoją na ławce rezerwowych, dawać kolegom trochę spokoju, i na treningach, udzielając im wskazówek – o swojej roli w nowym klubie, współpracy z legendarnym trenerem Pedro Martinezem, ale też o tym, czy zagra jeszcze w kadrze Adam Waczyński mówi w rozmowie z PolskiKosz.PL.
29 / 10 / 2022 14:53
Kibice Crvenej zvezdy i Partizana Belgrad nie darzą się sympatią. Na podstawie tej powszechnie znanej w środowisku prawdy powstał poniższy artykuł, w którym przedzieramy się przez polityczne bagienka, mafijne przedmieścia, by ostatecznie wylądować w zadymionych flarami halach stolicy Serbii.
16 / 08 / 2022 21:10