Marcin Lijewski: Zasypiałem z piłką w łóżku

Marcin Lijewski: Zasypiałem z piłką w łóżku

Share on facebook
Share on twitter
W młodości bardzo chciał być koszykarzem, jest wielkim fanem Boston Celtics, uwielbia jeździć na mecze NBA. Marcin Lijewski, legenda polskiej piłki ręcznej, opowiada o swojej miłości do basketu.
Marcin Lijewski / fot. Krzysztof Kuroń, handballzabrze.pl

 

Dołącz do Premium – czytaj całe teksty i graj w Fantasy Lidze! >>

Marcin Lijewski – jeden z najwybitniejszych polskich piłkarzy ręcznych w historii. Kapitan reprezentacji Polski, wicemistrz świata z 2007 roku, olimpijczyk z Pekinu w 2008 r. Zwycięzca Ligi Mistrzów z HSV Hamburg, zawodnik klubów Bundesligi przez 11 sezonów. Obecnie trener szczypiornistów Górnika Zabrze, w sezonie 2019/20 uznany za najlepszego trenera PGNiG Superligi.
*
Aleksandra Golec: Trzy kroki czy dwa? Jak łatwiej zdobyć punkty? 

Marcin Lijewski: Wydaje mi się, że jednak dwa, bo wtedy nikt nie atakuje cię stricte cieleśnie. Zresztą trudno to porównywać, bo choć i w koszykówce, i w ręcznej kozłujesz, a liczba kroków, po których musisz oddać rzut jest ograniczona, to podobieństw między tymi dyscyplinami nie ma za wiele. 

Kozioł też jest inny, gdybym dryblował jak koszykarze to w każdej akcji miałbym odgwizdany błąd. Śmieszy mnie, jak dwumetrowe konie w koszykówce reagują nerwowo przy każdym większym kontakcie. 

Śmieszy, ale… Czy to prawda, że Marcin Lijewski mógł być zawodowym koszykarzem i tym sportem zaraziła go mama, ale tata wymusił piłkę ręczną?

Nie do końca, mama faktycznie grała w koszykówkę, zanim się urodziłem, ale to by było na tyle. Nigdy nie widziałem mamy rzucającej do kosza, do treningów nakłonił mnie trener Marek Śmiłowicz, który jako wuefista w mojej podstawówce (SP 1 w Ostrowie Wielkopolskim) zmontował drużynę koszykarską. 

Trener Śmiłowicz wciągnął mnie w sport i zaraził koszykówką do tego stopnia, że ja potrafiłem zasypiać z piłką w łóżku. Mówił nam: Wy macie z tą piłką ciągle obcować, macie ją ciągle dotykać, odbijać, kozłować… I ja faktycznie, nie zważając na to, że mieszkam w bloku, a pod nami policję wzywa hipochondryczna sąsiadka, bo jej filiżanka zleciała, potrafiłem ciągle bawić się piłką do kosza. 

Teraz, jako trener, w pełni się z tą filozofią zgadzam – im więcej masz piłkę w rękach tym mniej przeszkadza Ci ona w grze – gra z piłką jest dzięki temu naturalniejsza, wszystko jest kwestią czasu spędzonego z piłką. Oczywiście, do tego dochodzą uwarunkowania motoryczne. Jeden będzie się czuł swobodnie z piłką szybciej, innemu zgranie i koordynacja zajmą trochę czasu, ale tak, trzeba bawić się piłką. I ja się tak bawiłem. 

Trener miał dużo pomysłów, żeby oswoić nas z piłką od początku treningów – kupił nam okulary spawalnicze, zakleił je do połowy jakimś czarnym plastrem, zadanie polegało na tym, żeby kozłować piłkę nie widząc jej praktycznie w ogóle. Na początku piłka uciekała, ale to była kwestia kilku treningów i już jako dzieci byliśmy z tym zadaniem oswojeni. Po tygodniu te okulary w ogóle nie były potrzebne, bo mieliśmy odruch, że głowa do góry i do przodu. Przecież koszykarze robiąc te swoje zwody, fadeawaye, czy step-backi, nie patrzą w ogóle na piłkę, od początku trzeba uczyć tak, żeby piłka nie ciążyła. 

Trener Śmiłowicz mnie tą pasją zaraził, ale na zainteresowanie basketem złożyło się też towarzystwo, bo choć miałem wielu kolegów to największą więź czułem z tymi, którzy, podobnie jak ja, po szkole rzucali torbę i chodzili porzucać.

W szkole mieliśmy 8 koszy, ktoś przychodził sobie porzucać na jeden, ktoś inny na drugi, nawiązały się pierwsze kontakty, pierwsze rozmowy, zaczęliśmy się umawiać na konkretne godziny po szkole i graliśmy mecze. I tak wyglądał okres mojej podstawówki, zdobywaliśmy medale mistrzostw Polski, byłem przekonany, że zostanę koszykarzem. 

Wuefista zmienił szkołę, reaktywowało się nowe-stare liceum, gdzie prowadzony był przez niego nabór do klasy koszykarskiej, dlatego cała ekipa wylądowała znowu razem i to miała być naturalna kontynuacja naszej koszykarskiej przygody.  

Wielka miłość do koszykówki, skąd zatem ta piłka ręczna?

Treść dostępna tylko dla
Użytkowników Premium!

Zaloguj się aby zobaczyć dalszą część wpisu!

POLECANE

Przed okienkiem – mniej lub bardziej umiarkowany optymizm. Po okienkach – smutek, rozczarowanie i panika. Wokół kadry Igora Milicica mamy mnóstwo emocji, a najbardziej na razie brakuje spokoju i cierpliwości.
Nie było rozczarowania, ale jednak można było liczyć, że w ataku nie będziemy musieli oglądać takich męczarni. Niemcy wybili nas z rytmu bardzo prostymi metodami. Za późno postawiliśmy na grę do Aleksandra Balcerowskiego, Marcel Ponitka to nie rozgrywający, a Jakub Garbacz, w tej sytuacji personalnej, po prostu musiał grać dużo.

tagi

Oceniając transfer reprezentanta Słowenii, wypada najpierw ocenić, jak tak naprawdę prezentował się Kavell Bigby – Williams i co dawał drużynie z Włocławka. Żiga Dimec na pewno nie będzie tak efektowny i eksplozywny, ale pomysł na tę zmianę jest ciekawy i wszystko powinno wyjść Anwilowi na plus.
2 / 12 / 2021 16:38
Nikt tak nie zdominował swojej drużyny na przestrzeni ostatnich 18 lat, jak Maurice Watson, do niedawna rozgrywający Twardych Pierników. Z kolei Czarni Słupsk są drużyną, w której zdobywanie punktów jest skoncentrowane wokół niebezpiecznie małej liczby graczy.
1 / 12 / 2021 21:05
Przed okienkiem – mniej lub bardziej umiarkowany optymizm. Po okienkach – smutek, rozczarowanie i panika. Wokół kadry Igora Milicica mamy mnóstwo emocji, a najbardziej na razie brakuje spokoju i cierpliwości.
29 / 11 / 2021 19:05
Nie było rozczarowania, ale jednak można było liczyć, że w ataku nie będziemy musieli oglądać takich męczarni. Niemcy wybili nas z rytmu bardzo prostymi metodami. Za późno postawiliśmy na grę do Aleksandra Balcerowskiego, Marcel Ponitka to nie rozgrywający, a Jakub Garbacz, w tej sytuacji personalnej, po prostu musiał grać dużo.
29 / 11 / 2021 9:24
Anwil Włocławek pozwalał rywalom na rekordową liczbę rzutów za 3 punkty, ale była to przemyślana taktyka. Dużo częściej rzucali słabsi strzelcy w drużynie przeciwnika, a specjaliści od trójek mieli gorsze pozycje i notowali spadek skuteczności.
Najlepsza koszykarsko drużyna NBA robi też doskonałą robotę marketingową i biznesową, świetnie wykorzystując lokalne klimaty. Bucks potrafią prowincjonalne położenie Milwaukee przekuwać w atut i przeżywają właśnie chwile wielkiej chwały. Brakuje już tylko mistrzostwa!
Nie było rozczarowania, ale jednak można było liczyć, że w ataku nie będziemy musieli oglądać takich męczarni. Niemcy wybili nas z rytmu bardzo prostymi metodami. Za późno postawiliśmy na grę do Aleksandra Balcerowskiego, Marcel Ponitka to nie rozgrywający, a Jakub Garbacz, w tej sytuacji personalnej, po prostu musiał grać dużo.
29 / 11 / 2021 9:24
Jeśli spytasz fana Olympiacosu lub reprezentacji Serbii kim jest Duda, to gwarantuje, że nie pomyśli o żadnym Andrzeju, ale o wybitnym trenerze Dusanie Ivkoviciu, którego kariera trwała niemalże pół wieku. Zapraszam w podróż przez uliczki Belgradu, ateńskie hale i moskiewskie salony.
28 / 11 / 2021 17:45