Issa – koszykarz, który został Świętym Mikołajem

Issa – koszykarz, który został Świętym Mikołajem

Share on facebook
Share on twitter
Szaty kapłanów wszelkich religii, arabskie galabije, czarne płaszcze i brody ortodoksyjnych Żydów. Żołnierze, handlarze, turyści. Wędrując kamiennymi labiryntami Starego Miasta w Jerozolimie możesz spotkać najróżniejsze, egzotyczne postaci. Ale żeby w nocy nadziać się tam na chłopaka w pełnym stroju koszykarskim, w dodatku ze spaldingiem pod pachą?
Issa Kassissieh / fot. Jerusalem Santa, Facebook

 

Dołącz do Premium – czytaj całe teksty i graj w Fantasy Lidze! >>

Po zagraniu międzynarodowego turnieju w Be’er Shewie z koszykarską drużyną AZS UW (wiosną 2000 roku), zostaliśmy jeszcze w Izraelu na kilka dni prywatnie, aby trochę pozwiedzać. Wracając do hotelu późnym wieczorem, zapewne z baru, z kolegą Szczepanem Starowieyskim natrafiliśmy właśnie na niego. Zagadaliśmy oczywiście.

Pewnie, że gram w basket, wracam właśnie z treningu. Jestem sławnym koszykarzem i reprezentantem kraju! – odpowiedział z dumą Issa i szybko słusznie spostrzegł, że mu nie dowierzamy. Przebiegłem bowiem w myślach znanych mi izraelskich zawodników i jakoś nie przypominał żadnego. – Chodźcie do mego domu, to przy sąsiedniej uliczne, pokażę wam!

Nie musiał długo namawiać, sami chcieliśmy sprawdzić, a gość wydawał się wyjątkowo sympatyczny.

I faktycznie, wszystko się zgadzało! Liczne grafiti z jego podobizną na ścianach domu, artykuły z gazet wystawione w oknach, koszykarskie symbole na balkonie. Wyglądało na to, że tej okolicy jest prawdziwym idolem. No i wyjaśniło się też szybko, że reprezentantem kraju owszem, tylko, że Palestyny, a nie Izraela.

Koszykówka i religia

Dokładnie nazywa się Issanis Kassissieh, a jego rodzina uchodzi za najstarszy arabski – chrześcijański ród w Jerozolimie. Już od ok. 700 lat mieszkają w domu przy ul. Św. Piotra, niedaleko popularnej bramy Jaffy, tuż obok muru Starego Miasta. Zawsze byli bardzo religijni, a przykładem jest choćby wujek Issy (nazywa się zresztą identycznie jak on), który obecnie jest ambasadorem Palestyny w Watykanie.

Dom rodziny Kassissieh w Jerozolimie / fot. Jerusalem Santa, Facebook

.

Religia religią, ale chłopak miał w głowie też inną miłość, koszykówkę. – Zawsze był większy i silniejszy od rówieśników. Aż tak, że inne dzieci bały się przeciwko niemu grać. Miał wielkie serce do gry i był niesamowitym obrońcą – opowiadał w jednym z wywiadów Tony Sabella, kolega z zespołu, a potem trener klubu De La Salle Al Quds Jerusalem, w którego barwach w palestyńskiej ekstraklasie przez kilkanaście lat występował Issa.

W charakterystyce koszykarza na portalu eurobasket.com (Kassissieh figuruje tam nie wiedzieć czemu, jako Issa Issa), widnieje taki opis: „bardzo silny gracz, ma świetne manewry pod koszem, niemal nie do zatrzymania, gdy dostanie już piłkę. Wykorzystuje siłę i ciało, by dostarczać drużynie zbiórek i pomagać kolegom zasłonami”.

Choć ma 6’1 (ok. 185 cm) wzrostu najczęściej grał na czwórce i – zdaniem trenera Sabelli – właśnie kilkunastu centymetrów zabrakło mu, aby zrobić międzynarodową karierę. Issa opowiada, że miał propozycję stypendium na Indiana State University, jednym z najsłynniejszych programów w NCAA, ale nie skorzystał, nie chcąc na stałe wyjeżdżać z ukochanej Jerozolimy.

Przez niecały sezon grał w izraelskiej ekstraklasie, w Hapoelu Jerozolima. Zagraniczny kontrakt miał tylko raz – w Olympiakosie. Spokojnie. Nie tym słynnym, euroligowym z Pireusu, ale w tym cypryjskim, z Nikozji. Ale i stamtąd szybko wrócił, bo brakowało mu Jerozolimy.

„Małysz” Starego Miasta

Karierę Issa skończył w 2012 roku, w wieku 34 lat, oczywiście w klubie De La Salle. Wówczas już od wielu lat był kultową postacią w mieście, a jego popularność znacznie przekraczała faktyczne boiskowe osiągnięcia. Stał się najsławniejszym palestyńskim sportowcem Jerozolimy! Graffiti na jego temat, choćby z hasłem „Issa is the name. Basketball is the game”, rozlały się po całej starówce. W chrześcijańskiej i arabskiej dzielnicy znali go wszyscy i byli z niego dumni.

Przy okazji późniejszych pobytów w Jerozolimie, wędrując po Starym Mieście, mijałem jego dom z charakterystycznym billboardem na balkonie. Wydawało się, że sława koszykarza nieco przygasa.

Prawie wszystkie graffiti i pamiątki usunięto, najpierw przy okazji wizyty papieża Jana Pawła II w Jerozolimie, a później przy okazji porządkowania i odnawiania Starego Miasta – wyjaśnia dziś Kassissieh.

Koszykówka dla pokoju

– Świetnie pamiętam nasze spotkanie sprzed 20 lat! – odpowiada mi Issa, gdy odezwałem się teraz do niego przed napisaniem tego artykułu. Fakt, znów mu lekko nie dowierzam, ale przyznaję, że stylu zupełnie nie zmienił. Jest uosobieniem klimatu orientalnej Jerozolimy, pogodną mieszanką lekkiej przesady i kiczu, otwartości i patosu. Spójrzcie zresztą na ten filmik:

.

Jasne, wciąż gram jeszcze w koszykówkę. Przed epidemią trenowaliśmy i graliśmy regularnie stałą grupą, bez patrzenia na narodowości i religie. Przychodzili wieczorami Palestyńczycy, Izraelczycy i Amerykanie. Sport może być symbolem pokoju – mówi 42-letni obecnie Issa. Grywa także jeszcze w amatorskich ligach w Jerozolimie, niedawno był królem strzelców jednej z nich, ze średnią ponad 30 punktów na mecz.

Z koszykówką nie jest w tym momencie zawodowo związany. Od czasu do czasu prowadzi treningi z zespołem dziewcząt w szkole De La Salle, w czynie społecznym. Regularnie wpada jeszcze na kultowe, odkryte boisko obok muru Starego Miasta. Kosze ma tu całkiem nieźle obrzucane!

Issa: Jerusalem Basketball Legend from Steve Jeter on Vimeo.

„Jerusalem Santa”

Od kilku lat Issa w Jerozolimie, a nawet poza nią, jest słynny z kolejnej pasji. Były koszykarz został Świętym Mikołajem. Zaczęło się od starego stroju Mikołaja po ojcu i charytatywnych eventów kilka lat temu, a teraz jest już w zasadzie całorocznym przedsięwzięciem.

Całe piętro domu rodziny Kassissieh stało się teraz pełnym atrakcji „Santa’s House”, który w 2019 roku odwiedziło ponad 9000 gości, a Issa dumnie tytułuje się mianem „jedynego, oficjalnego Mikołaja Ziemi Świętej”. Jak tłumaczył w rozmowie z Washington Post (!), ma do tego pełne prawo, ponieważ w 2018 roku uczestniczył w światowym kongresie Świętych Mikołajów w Kopenhadze, gdzie uzyskał niezbędne certyfikaty. Ukończył też profesjonalne szkolenia dla Świętych Mikołajów w Denver, w Kolorado. To tam właśnie nauczył się, jak właściwie mówić „Ho Ho Ho”, aby robić na dzieciach najlepsze wrażenie.

Santa’s House / fot. Jerusalem Santa, Facebook

.

Pustynny klimat wokół Jerozolimy reniferom raczej nie służy, zatem tutejszy Santa porusza się zazwyczaj na wielbłądzie, stanowiąc jeszcze jedną atrakcję turystyczną. Jak to u Issy – oryginalność i pomysłowość wciąż mieszają się z odrobiną bliskowschodniej tandety.

W połowie grudnia Issa na oficjalnym facebookowym profilu „Jerusalem Santa” (TUTAJ >>) dumnie prezentował, radośnie absurdalną, sesję zdjęciową Św. Mikołaja na plażach Morza Martwego. Ale przede wszystkim robi kapitalną robotę – odwiedza szkoły i szpitale oraz inne miejscowości poza Jerozolima, jak Betlejem czy Nablus. Nawet teraz, w dobie koronawirusa. Ma w tym celu zresztą nawet zrobioną specjalną maseczkę – na brodę Św. Mikołaja.

Tak to mniej więcej wygląda – warto poświęcić 4 minuty i posłuchać przesłania Issy na końcu:

W Santa’s House wszyscy pracujemy wyłącznie społecznie. Jedynym celem jest dać trochę szczęścia wszystkim narodom, które żyją w tym mieście. Każdego dnia staram się jak mogę, aby szerzyć tu miłość i pokój – mówi Issa. – Wszyscy w pokoju przychodzą mnie zobaczyć: chrześcijanie, muzułmanie, żydzi. Kto nie kocha Świętego Mikołaja?

Tomasz Sobiech

Dołącz do Premium – czytaj całe teksty i graj w Fantasy Lidze! >>

fot. Jerusalem Santa, facebook

.

fot. Jerusalem Santa, Facebook

.

fot. Jerusalem Santa, Facebook

POLECANE

– „Ciągle te sequele, prequele i innego typu przeróbki” – takie narzekania słychać ze strony kinomanów w ostatnich latach, gdy fabryka snów z Hollywood zapowiada kolejne produkcje. W ostatnich tygodniach powtarzalnym zespołem, niczym właśnie z najbardziej znanej części Los Angeles, stali się również koszykarze Enea Zastalu, których mecze ich kibice powinni włączać gdzieś w okolicach 25. minuty.

tagi

Czego zabrakło w nietypowym sezonie Polskiego Cukru? Co dalej z karierą i grą w reprezentacji Polski? Kto jest faworytem do zdobycia mistrzostwa w „bańce” w Ostrowie? Aaron Cel odpoczywa przed zgrupowaniem kadry, ale nie odpoczywa od swojej koszykarskiej pasji.
15 / 04 / 2021 9:49
– „Ciągle te sequele, prequele i innego typu przeróbki” – takie narzekania słychać ze strony kinomanów w ostatnich latach, gdy fabryka snów z Hollywood zapowiada kolejne produkcje. W ostatnich tygodniach powtarzalnym zespołem, niczym właśnie z najbardziej znanej części Los Angeles, stali się również koszykarze Enea Zastalu, których mecze ich kibice powinni włączać gdzieś w okolicach 25. minuty.
14 / 04 / 2021 10:04
35 lat – tyle spędził na polskich i europejskich parkietach Janusz Calik. Jeden z najbardziej rozpoznawalnych polskich arbitrów skończył karierę sędziowską wraz z ostatnim meczem sezonu zasadniczego 2020/21. W rozmowie z PolskiKosz.pl opowiada o tym, dlaczego czasami „pomaga” zawodnikom na parkiecie, jakie przepisy zmieniłby, gdyby mógł, i jaka jest znajomość zasad gry polskich trenerów i zawodników.
7 / 04 / 2021 8:50
MIT Sloan Sports Analytics Conference to kultowa konferencja dla wszystkich analityków i statystyków koszykówki, a coraz częściej także innych dyscyplin sportu. Czego można spodziewać się po kwietniowym wydarzeniu w Bostonie i na co warto zwrócić uwagę?
10 / 03 / 2021 19:43
Anwil Włocławek pozwalał rywalom na rekordową liczbę rzutów za 3 punkty, ale była to przemyślana taktyka. Dużo częściej rzucali słabsi strzelcy w drużynie przeciwnika, a specjaliści od trójek mieli gorsze pozycje i notowali spadek skuteczności.
Najlepsza koszykarsko drużyna NBA robi też doskonałą robotę marketingową i biznesową, świetnie wykorzystując lokalne klimaty. Bucks potrafią prowincjonalne położenie Milwaukee przekuwać w atut i przeżywają właśnie chwile wielkiej chwały. Brakuje już tylko mistrzostwa!
– Jako gracz potrafi wszystko. Nie spodziewałem się, że zagramy w Europie przeciwko tak dobremu strzelcowi, a na pewno nie w Grecji – powiedział Michael Jordan w 1983 roku, wtedy jeszcze koszykarz uczelni North Carolina. Młody „MJ” komplementował w ten sposób Nikosa Galisa – do dziś największą postać greckiej koszykówki i jedną z legend europejskiego basketu.
20 / 03 / 2021 11:35