Drugi sezon w ekstraklasie najtrudniejszy dla klubu. Marek Łukomski: Sprawdzam!

Drugi sezon w ekstraklasie najtrudniejszy dla klubu. Marek Łukomski: Sprawdzam!

Marek Łukomski do Sokoła Łańcut dołączył w trakcie poprzednich rozgrywek, razem z drużyną zapewniając jej utrzymanie. Ale prawdziwym wyzwaniem ma być dopiero drugi sezon w ekstraklasie. Trener mówi: "Sprawdzam"!
fot. Lepszym Okiem Fotografia, Adrian Czerwiński; na zdjęciu Marek Łukomski

Pamela Wrona: Pierwszy sezon Sokoła Łańcut w ekstraklasie jest już historią. Jakie wnioski wyciągnął trener z poprzedniego sezonu i jaki chciał mieć profil nowej drużyny?

Marek Łukomski: Dzięki kontynuacji pracy w Sokole, miałem szansę zatrzymać trzon zespołu. W przeszłości, kiedy przejmowałem zespoły podczas trwania rozgrywek, często było tak, że drużyny były w dole tabeli. Udawało się te drużyny wyciągnąć, obronić przed spadkiem. Nadchodził nowy sezon, a zarazem dużo większe oczekiwania finansowe zawodników. Zazwyczaj był problem, aby zostawić trzon zespołu. Na szczęście, w tym roku było inaczej.

W Łańcucie po sezonie zawodnicy również oczekiwali podwyżek. Część była w zasięgu możliwości klubu, niektóre nie. Przede wszystkim, zatrzymaliśmy nasz kręgosłup, czyli Coreya Sandersa, Adama Kempa i większość Polaków, którzy stanowili o sile naszej drużyny. Dodaliśmy Kacpra Młynarskiego, czyli zawodnika, którego znam bardzo dobrze i wiem, jak wykorzystać jego atuty. Poprzedni sezon nie był dla niego zbyt udany, ale uważam, że Sokół to jest dobre miejsce dla zawodników, którzy chcą się odbić, jeszcze coś pokazać, udowodnić. Mam nadzieję, że uda się to potwierdzić.

To komfort, kiedy w 100 proc. odpowiada się za budowę całej drużyny?

Na pewno tak. Po zakończonym sezonie usiedliśmy do rozmów z prezesami i moim asystentem Marcinem Witem. Wymieniłem, kogo widziałbym dalej w zespole. Jak wspomniałem, skupiliśmy się mocno na tym, żeby zatrzymać jak najwięcej zawodników. Jak coś dobrze funkcjonowało to znaczy, że to się sprawdziło, więc nie chcieliśmy zbyt wiele zmieniać. Wiedzieliśmy, co chcemy, co możemy i kogo możemy zastąpić. Staraliśmy się jeszcze przedłużyć kontrakt Jamesa Eadsa, ale wybrał inną drogę. Życzę mu powodzenia!

Niemal zawsze podczas budowy składu trenerzy chcą zacząć od podpisania graczy na pozycję numer jeden i pięć, patrząc jednocześnie na charakter graczy. Po jednej stronie trener ma spokojnego, ułożonego zawodnika z niesamowitą etyką pracy i umiejętnościami, natomiast po drugiej stronie gracza, który mimo że daje na boisku to, co zespół potrzebuje, jest luzakiem i całkowitym przeciwieństwem.

To prawda, zawsze jest to test dla graczy. Również patrzyliśmy na koszykarzy pod kątem charakterologicznym. Chcieliśmy graczy, którzy chcą coś udowodnić, pokazać się po gorszym sezonie. Głodnych gry – i co ważne – w żadnym wypadku nie wypalonych. W takim kluczu budowaliśmy zespół.

Tyler Cheese chce pokazać się w lepszej lidze, Biram Faye grał przedtem epizody w lepszych klubach, ale nie ma ugruntowanej marki na rynku europejskim. Jānis Bērziņš po zeszłorocznej przygodzie w Legii Warszawa chce pokazać, że jest lepszym koszykarzem. I tak samo Kacper Młynarski, który nie grał przez kilka miesięcy. Corey Sanders grając drugi rok w jednym klubie, pozytywnie wpłynie na swoje CV, bo dotychczas często zmieniał pracodawcę. Z kolei Adam Kemp pokazał, że najlepiej blokujący i zbierający ligi, z drugim najlepszym wskaźnikiem efektywności, jak najbardziej może występować w klubie, który będzie miał nieco mniejsze aspiracje, ale on po prostu dobrze się tu czuje.

W sezonie 2023/24 klub nie będzie miał już łatki beniaminka. Czy z perspektywy trenera to coś zmienia?

Przedtem nie pracowałem w zespole beniaminka, który awansował do ekstraklasy i zmienił trenera w trakcie rozgrywek. Pracowałem w organizacjach, które były już kilka lat w PLK. W poprzednim sezonie każde nasze zwycięstwo było odbierane z podwójnym hurraoptymizmem, zwłaszcza kiedy Sokół słabo rozpoczął sezon i ustawił się w pierwszeństwie do spadku z ligi. Następnie każda wygrana naszego zespołu – w drugiej części sezonu – była odbierana jako pozytywna niespodzianka, wszyscy nam kibicowali i dobrze życzyli. Dostarczyliśmy fajnych emocji.

W innych klubach, nawet jak wygrywaliśmy mecze, to nie było takiego entuzjazmu i takiej atmosfery. Tutaj całe środowisko żyło razem z nami, chociaż organizacja dopiero co uczyła się ekstraklasy. Cel udało się zrealizować, choć mało kto rok temu powiedziałby, że jest to w ogóle możliwe. Co więcej, okazało się, że to utrzymanie zapewniliśmy sobie już kilka kolejek przed końcem sezonu.

Sądzę, że z innym składem personalnym, utrzymanie mogłoby nie być możliwe.

Rzeczywiście mogłoby to wyglądać inaczej, gdybyśmy mieli całkiem nowy zespół. Drużyna była już częściowo zbudowana, bo z pierwszoligowego składu, który wywalczył awans zostało kilku Polaków. W zespole była chemia. Nie tylko w szatni i poza boiskiem, ale podczas meczów było czuć „team spirit”. Zdecydowanie łatwiej było funkcjonować w zespole i osiągać dobre rezultaty, jeśli zawodnicy dobrze się rozumieli, znali się, lubili ze sobą grać i – pomimo szeregu zmian i dołączenia nowych graczy – nie trzeba było zaczynać od nowa. Każdy miał coś do udowodnienia.

A czy jest poczucie, że trener będąc teraz w innym położeniu ma na sobie jednocześnie większą odpowiedzialność, a do drużyny będzie podchodziło się już w inny sposób?

Mówi się, że drugi sezon w ekstraklasie jest najtrudniejszy dla klubu. Przede wszystkim kibice są przyzwyczajeni do wygrywania i nauczeni ekstraklasy na tyle, że mają świadomość z kim możemy odnieść kolejne zwycięstwa, z kim powalczyć i kto jest w naszym zasięgu, a z kim będzie ciężko, zatem mają inne oczekiwania i nastawienie. To pozytywna presja, która zawsze jest budująca i nastawia do dobrej gry.

Niektórzy pewnie już zdają sobie sprawę, że nie każde zwycięstwo będzie smakować tak samo, tylko będą one odbierane tak, że zrobiliśmy to, co do nas należało. Sądzę, że teraz mamy jakościowo lepszy skład, mimo że jednocześnie mamy krótszą rotację. Podeszliśmy do tego świadomie, biorąc pod uwagę to, że grając jeden mecz w tygodniu zgodnie z terminarzem, takim składem będziemy w stanie wygrywać mecze nawet mniejszą liczbą graczy.

Zatem jak wyglądały negocjacje? Po jednym udanym sezonie w ekstraklasie łatwiej było przekonać graczy, pomimo trudności, które pojawiały się w trakcie sezonu?

Pierwszy sezon to sezon obserwacji, zresztą klub cały czas się uczy, bo są to zupełnie inne realia. Poza wynikiem sportowym, pewne rzeczy udało się wyprowadzić na prostą. W zespole ważny kontrakt miał Marcin Nowakowski, a przedłużenie umów z zawodnikami takimi jak Kemp, Sanders, Struski czy Szczypiński było znakiem na rynku, że klub jest stabilny, że zapewnia dobre warunki. Dla agentów i zawodników to sygnał, że jest tu bezpiecznie, jest to dobre miejsce do życia. Adam miał oferty z innych klubów, a mimo to wybrał Łańcut. Corey opuścił nas pod koniec ubiegłego sezonu, ale wrócił. Podejrzewam, że na pewno miał inne opcje. To też o czymś świadczy.

Agenci w pierwszej kolejności patrzą na to, żeby klub był wypłacalny, a zawodnicy ze swoimi rodzinami robią rozeznanie, jak faktycznie jest w klubie, jak się żyje w tym mieście, czy czegoś nie brakuje i czy rozmowy z klubem nie odbiegają od tego, jak jest naprawdę. Sądzę, że dużo składowych wpłynęło na to, że byliśmy w stanie podpisać zawodników dobrych jakościowo, bo choćby Jānis Bērziņš to postać dobrze znana w lidze i na pewno zrobił wcześniej rozeznanie i podpytywał swoich kolegów.

Czym jeszcze przekonywałem graczy? Jak mówiłem, będziemy mieć krótszą ławkę, bo nie mam już do dyspozycji jedenastu czy dwunastu zawodników jak w poprzednim sezonie, kiedy dołączyli do nas Michał Kołodziej i James Eads. Wówczas mieliśmy duże możliwości, by rotować składem. Po indywidualnych rozmowach z zawodnikami, myślę że skusiła ich opcja odgrywania większej roli w drużynie. Wiem, że gracze będą mieć komfort i pewność siebie. A pewność siebie – jak niejednokrotnie pokazała liga – jest kluczowa w zbudowaniu dobrych wyników. I do tego będziemy dążyć.

Apetyt rośnie w miarę jedzenia – tak również jest z założeniami na ten sezon?


Żebyśmy nie byli minimalistami, ani nie pompowali balonika… Cel na sezon? Podczas rozmów z prezesami ustaliliśmy, że nie chcemy na pewno być uwikłani w walkę o utrzymanie do trzech kolejek przed końcem. Chcemy wygrać jak najwięcej spotkań, by po pierwszej rundzie lub po dwudziestu kolejkach spokojnie spojrzeć, co się dzieje za nami i z nadzieją patrzeć na to, co się dzieje przed nami.

Nie zakładamy sobie konkretnego miejsca do zrealizowania. Po okrzepnięciu, chcemy przede wszystkim stworzyć stabilny klub, dobrze postrzegany. Chcielibyśmy zbudować świadomość, że Sokół to klub, który nie ma najwyższego budżetu i nie walczy tylko o najwyższe cele, ale tutaj zawodnik może dostać minuty i przede wszystkim wszyscy wiedzą, że w klubie wszystko funkcjonuje profesjonalnie i jak należy.

Czy trener pozostawia margines na ewentualne wzmocnienia i zmiany w składzie?

Na razie o tym nie myślimy i nie mamy w tym momencie żadnych dodatkowych środków. Może w trakcie rozgrywek pojawi się szansa na wykonanie jakiegoś ruchu.

Bycie trenerem nie należy do łatwych zadań. Czy kiedy jest spokój, choćby przez chwilę, trener chciałby coś udowodnić?

Jak rozmawialiśmy w trakcie poprzedniego sezonu, powiedziałem Ci, że łatka strażaka mi kiedyś przeszkadzała. Teraz już tak nie jest. Skupiam się bardziej na tym, żebyśmy wyglądali dobrze jako zespół, lepiej niż w poprzednich sezonach. Jak zawsze, wszystko zweryfikuje parkiet.

Nasz zawód jest naprawdę zero jedynkowy. Nie słyszałem, żeby trener przegrał pięć meczów z rzędu i miał nadal opinię dobrego szkoleniowca. To tak nie działa. Gdy wygrywasz, jesteś wspaniały, a gdy przegrywasz, jesteś już nikim.

Czyli nie sposób czegoś nieustannie nie udowadniać.

To prawda, na tym to polega. Wiem, że tę ocenę zweryfikują tylko wyniki. Jak będą dobre, ludzie – jak w zeszłym sezonie – będą mówić pozytywnie, a jeśli będą złe, to podejrzewam, że wszyscy ci, którzy siedzą w ukryciu wyjdą ze zdwojoną siłą i powiedzą: „A nie mówiłem!”. Ale takie jest prawo kibica.

A jak będzie? Przekonamy się w sezonie.

Pamela Wrona

POLECANE

Od wielu lat listopad obchodzi się pod hasłem świadomości i profilaktyki występujących u mężczyzn chorób nowotworowych, przede wszystkim raka jąder i raka prostaty. To dobra okazja, by przypomnieć rozmowę z Robertem Skibniewskim i zapisać się na badania.

tagi

14 zwycięstw i 14 przegranych to dotychczasowy bilans beniaminka Orlen Basket Ligi, który mając do rozegrania jeszcze dwa mecze, zajmuje ósme miejsce w tabeli. Dziki Warszawa swój debiutancki sezon w ekstraklasie sportowo już mogą zaliczyć do udanych. Ale nie tylko w tym aspekcie. – Nasz sufit jest tam, gdzie go sami powiesimy – przekonuje Michał Szolc, prezes i założyciel klubu.
12 / 04 / 2024 18:58
Obecnie media społecznościowe są nieodzownym elementem marketingu sportowego. Własną perspektywą pracy media managera w koszykarskich klubach podzielili się Katarzyna Pijarowska (Enea Astoria Abramczyk Bydgoszcz), Bartek Müller (Krajowa Grupa Spożywcza Arka Gdynia) oraz Karol Żebrowski (Trefl Sopot).
25 / 03 / 2024 22:15
– Gdy coś nie wychodzi raz, drugi, trzeci, to nie spuszczam głowy, nie poddaję się, realizuję swoje cele, aby niektórym trochę miny zrzedły, gdy okaże się, że gość z wężem na głowie jednak daje radę – przyznaje Mateusz Szczypiński, koszykarz Domelo Sokoła Łańcut. O koszykarskiej dojrzałości, wizerunku oraz hejcie rozmawia z nim Pamela Wrona.
8 / 11 / 2023 16:24
– Mam argumenty, by zapijać emocje alkoholem. Kontuzje i urazy, zmiany klubów i miast, nowe otoczenie i nowi ludzie – to wszystko przecież buduje niestabilność. Po przegranym meczu moi koledzy z szatni analizują swoje błędy. Ja sięgam po alkohol. Uśmierzam emocje. Chyba nie chcę się z nimi spotkać. Nie wczytuję się w siebie, bo wolę tego uniknąć – wspomina były koszykarz Wiktor Grudziński. 15 kwietnia obchodzimy Światowy Dzień Trzeźwości. To nie tylko promowanie abstynencji. Jest to dzień, który służyć ma refleksji i ma na celu zwiększenie świadomości społecznej na temat powszechności uzależniania od tej substancji oraz zagrożeń zdrowotnych wynikających z jej nadużywania.
„Stałam w oknie, pomachałam mu, aż straciłam go z pola widzenia. Po chwili jednak zadzwoniłam, aby kupił bułki. Zawsze to robił. Tego dnia zapomniał. Gdy się rozłączyłam, napisał: „Przepraszam, kocham cię”. Wtedy nie wiedziałam, że już nigdy więcej się nie zobaczymy i tego dnia zostanę wdową.” – wspomina Angelina, żona zmarłego koszykarza Dawida Bręka. 23 lutego obchodzimy Ogólnopolski Dzień Walki z Depresją. Jest to dzień, w którym przede wszystkim powinniśmy zwrócić uwagę na to, jak ważne jest dbanie o swoje zdrowie psychiczne i korzystanie ze specjalistycznej pomocy.
Jeden z najlepszych niskopunktowych graczy na świecie wraz z drużyną Hornets Le Cannet Côte d’Azur zdobywa prestiżowy Puchar Francji. To Polak, który także reprezentuje nasz kraj w koszykówce na wózkach.
30 / 01 / 2024 17:38