Andrzej Kierlewicz: Komfort jest dobry na chwilę

Andrzej Kierlewicz: Komfort jest dobry na chwilę

Są największym zaskoczeniem sezonu w pierwszej lidze, wygrali właśnie 9 spotkań z rzędu. Andrzej Kierlewicz, trener Elektrobud-Investment ZB Pruszków, mówi m.in. o źródłach obecnych sukcesów, zaletach długofalowej pracy z zespołem oraz koszykarskich postępach syna, Michała.
Andrzej Kierlewicz / fot. Krzysztof Masztafiak, Sportowa Przygoda Śląskiego Piłkarza

Dołącz do Premium – czytaj całe teksty! >>

Pamela Wrona: Pruszków jest niebezpieczny również poza boiskiem – już trzech trenerów straciło posadę bezpośrednio po meczu z wami…

Andrzej Kierlewicz: Mam nadzieję, że wszyscy traktują to z przymrużeniem oka i nie widzą w tym problemu. Mój przyjaciel Piotr Bakun po naszym meczu został rzeczywiście zwolniony, natomiast, czy to nasza zasługa? (śmiech). To musi zadziałać wiele czynników, aby była taka decyzja zarządu. A że akurat po naszych meczach…

9 zwycięstw z rzędu, to najlepsza seria w historii klubu – czego było potrzeba, aby być w tym momencie na 6. miejscu w tabeli?

Wydaje mi się, że potrzebowaliśmy czasu. Co prawda, z zeszłego sezonu pozostał trzon zespołu, natomiast zawodnicy, którzy doszli do nas potrzebowali czasu na aklimatyzowanie się i poznanie zasad w obronie i w ataku. Jestem zwolennikiem tego, żeby praca koszykarska była długofalowa

Duży wpływ miała na to pandemia. Na początku sezonu wypadliśmy z normalnych przygotowań. W momencie, kiedy wszyscy wyzdrowieliśmy i wszystko sobie ułożyliśmy sportowo i zdrowotne, przyszły zwycięstwa. Będąc w pełnym składzie, wygraliśmy 4 kolejne mecze w grudniu.

Jak wszyscy wiemy, to zwycięstwa bardzo budują zespół. Nawet pomimo uszczerbku na zdrowiu naszego najlepszego strzelca, Romana Janika, na tyle to wszystko zaczęło funkcjonować, że niezależnie od jego absencji, zespół się skonsolidował i grał na wysokim poziomie. To jest klucz do takich serii, żeby spokojnie – mimo niedogodności w początkowej fazie sezonu – wytrzymać to i dać drużynie szansę na przepracowanie. Aby odbiła się od rzeczy, które nie są związane ze sportem.

8 z 9 wygranych spotkań było z drużynami z drugiej połowy tabeli. Czy można powiedzieć, że prawdziwy sprawdzian dopiero przed wami?

Dla nas każde mecze są ciężkie. Wiadomo, z jakiego pułapu startujemy. Przed sezonem naszym założeniem było spokojne utrzymanie w lidze. Zwycięstwa, które seryjnie zaczęliśmy odnosić, rozbudzają apetyt kibiców, ale i nasz, bo pewnie do końca nikt nie spodziewał się, że będziemy dziś w takim miejscu. Apetyt rośnie w miarę jedzenia, natomiast stąpamy twardo po ziemi. Zrobiliśmy to, do czego byliśmy przygotowani sportowo, może mniej zdrowotne. A co więcej ugramy w nadchodzącym czasie, to będzie tylko na plus. 

Jesteśmy drużyną, która potrzebuje w tygodniu złapać oddech i możliwość przygotowania się do kolejnych zawodów. Gra co 3 dni nie przynosiła takiego efektu, a dodatkowo graliśmy w okrojonym składzie.

Lada moment zmierzymy się z Górnikiem Trans.eu Wałbrzych, z bardzo silną drużyną i na terenie, gdzie gra się bardzo ciężko. Jak ja to mówię, “pojedziemy na zawody”, będziemy do nich przygotowani i będziemy starać się zagrać najlepiej, jak potrafimy. Co z tego wyjdzie, parkiet pokaże.

Jak postawić się tak silnemu rywalowi?

Nie przeceniałbym, czy ktoś kogoś może rozpracować. Pruszków i Wałbrzych to są dwie odmienne drużyny, grające o coś zupełnie innego – oni o wejście do ekstraklasy, a my jesteśmy bardzo zadowoleni z miejsca, w jakim się znaleźliśmy. Podchodzimy do tego z dużą pokorą. Jedziemy przeciwstawić się tym, co mamy – w miarę dobrą obroną, bo tracimy najmniej punktów w lidze – Górnik natomiast jest agresywny w obronie i w ataku. Mają swoje problemy, bo uciekły im ostatnie 3 spotkania, więc na pewno będą mocno zmotywowani, aby nie przegrać we własnej hali.

Znam trenera Łukasza Grudniewskiego. Trenerzy zazwyczaj w okresie świąteczno-noworocznym przygotowują się bardzo mocno na to, co nadejdzie dopiero w play-offach. Dlatego sądzę, że te ostatnie porażki Górnika są wypadkową wynikającą z tego, jak zespół przygotowywał się na najważniejszą część sezonu. Mecz w Słupsku – co prawda przegrany – pokazał, że wkraczają na właściwe tory. 

Niejednokrotnie powtarzał pan, że w waszym składzie nie ma gwiazd, są ograniczone możliwości finansowe. Mimo tego, w poprzednim sezonie okrzyknięto was „niespodzianką in plus” i zdaje się, że i tym razem będziecie się liczyć w tej stawce. Wobec tego, na co zwraca pan uwagę, budując zespoły, że przynosi to taki efekt?

Lubię pracować z ludźmi, których znam, którzy są sprawdzeni i miałem już z nimi do czynienia. Najważniejszy aspekt to cechy charakteru. Jeżeli ktoś charakterologicznie pasuje do grupy, sprawdza się koszykarsko, to tak jak w tym roku, zrobiliśmy wszystko, żeby trzon – który przed pandemią osiągał dobre wyniki – zatrzymać. I z kluczowych graczy udało nam się zatrzymać Mateusza Szweda, Michała Kierlewicza, Januarego Sobczaka i Romana Janika.

Na tej bazie dobraliśmy czterech zawodników, o których myśleliśmy, że przy tej czwórce, którą już mieliśmy, bardzo szybko się zaaklimatyzują i niewiele czasu zajmie wkomponowanie ich w naszą taktykę gry. Uważaliśmy, że będą spełniali takie oczekiwania pod względem wolicjonalnym i cech charakteru, które pozwolą temu zespołowi wskoczyć na wyższą półkę.

Oczywiście, na to potrzebowaliśmy czasu, nie zapaliło to ani w październiku ani w listopadzie, natomiast w momencie, gdy zapaliło, to mamy serię dziewięciu zwycięstw. Wydaje mi się, że to wypadkowa pracy w zeszłym sezonie, z dołożeniem tego, czego potrzebowaliśmy żeby osiągnąć trochę wyższy poziom. Sądzę, że zawodnicy jak Krystian Tyszka, czy Kamil Czosnowski dają jakość koszykarską i pozytywną energię. Zwycięstwa, charakter, dobra atmosfera w drużynie – na parkiecie i poza nim – składa się na sukces, jaki osiągnął Znicz Basket.

Jakie to cechy charakteru?

Poza umiejętnościami koszykarskimi – czyli rozumieniem gry w ataku i w obronie, to są cechy wolicjonalne. Ci chłopcy, którzy są w Zniczu bardzo chcą, są zadziorni, mają wolę walki. Tego się nie da nauczyć, to po prostu trzeba mieć. Gdy do tego, dołożymy stabilność organizacji, to możemy skupić się na wyniku sportowym.

Stabilność organizacji zapewnia spokojną głowę? 

Trzeba wspomnieć, że w klubie wszystko jest poukładane finansowo dla zawodników i sztabu trenerskiego. Wręcz czasami wynagrodzenie jest przed czasem. Gdy rozpoczęliśmy treningi w sierpniu, to już 15 września chłopcy otrzymali stypendia miejskie za dwa miesiące z góry. To normalne i funkcjonuje od wielu lat, ale nikt nie zwraca na to uwagi. To wszystko nie dzieje się przypadkowo. Poza boiskiem, zawodnicy muszą mieć czystą głowę, nie mogą martwić się tym, że nie dostaną pensji. Chodzą różne słuchy, śmieszy mnie to, bo to wypływa w momencie, kiedy nam zaczęło dobrze iść. Dostajemy zapytania, czy wszystko u nas jest w porządku.

Media społecznościowe są bardzo aktywne i funkcjonują, ale pojawiały się informacje, że organizacja i kwestie finansowe bardzo kuleją. To są bzdury wyssane z palca i oficjalnie je dementuję. Każdy powie, że dostajemy w 100 proc. swoje wynagrodzenia, nie ma żadnych zaległości.  Może klub nie jest poziomie pierwszej czwórki finansowo, ale kwoty zapisane w kontraktach są terminowo wypłacane. I tu ukłon w stronę zarządu, który te finanse zabezpiecza. 

Czym dla pana, jako trenera, jest komfort?

Komfort kojarzy mi się ze spokojem, że nie mam z tyłu głowy problemów pozasportowych. Natomiast powiem trochę przewrotnie – ja nie lubię żyć w komforcie. Życie w komforcie, że wszystko trwa długo i zgadza się od A do Z, wydaje mi się, że powoduje konsternację i osiadanie na laurach. Jestem zwolennikiem tego, żeby czasami ten komfort  zburzyć. To się dzieje wtedy, kiedy na przykład przytrafiają nam się kontuzje, a na to nie mamy wpływu. Czasami, jak to w życiu bywa, trafia się nieoczekiwana porażka. To dopinguje do dalszego funkcjonowania, poniekąd na spięciu i wymusza dalszą pracę.

Komfort jest dobry na chwilę. Daje spokój, wytchnienie, ale po tej chwili trzeba wrócić do rzeczywistości. Jak mówię zawodnikom, nawet jak czasami przegrywasz, ale dobrze pracujesz, koszykówka odda ci wynik sportowy – czasami wypracowany, a czasami wynikający ze szczęścia.

Czy komfortem jest to, że w każdym sezonie nie musi pan zaczynać od początku?

Myślę, że bardzo dużym komfortem jest to, że w momencie kiedy zarząd 3 lata temu mi zaufał i powierzył funkcję pierwszego trenera, mam zaufanie prezesa. Wspólnie układamy plan na sezon i wybieramy zawodników, jesteśmy w stanie wszystkie sznureczki ze sobą połączyć i to funkcjonuję. Myślę, że każdy trener chciałby mieć sytuację, w której ma swobodę działania. Odpowiadam za wszystko, co się dzieje związanego ze sportowym aspektem funkcjonowania. Ja taką swobodę od prezesa Mirosława Krysztofika mam.

Początek sezonu mógł skłaniać do refleksji nad zmianami na ławce trenerskiej, wynikającej z tego konsternacji, że może już za długo, że nie tak. Prezes jest taki, że jest w stanie to wytrzymać. Siedzi w tym za długo, by oceniać sytuację pochopnie i to spowodowało, że miałem poczucie i świadomość, że nic złego się nie wydarzy, czułem zaufanie i wsparcie. Obaj wiemy, jaki mamy zespół, na jakim budżecie jest oparty, ale dzięki temu, że mam szansę z nim pracować trzeci sezon z rzędu, zawsze wierzę w sukces tej drużyny. To się sprawdza.

Wydaje mi się, że jestem trenerem takim, który nie jest dobry w momencie, gdy muszę w przeciągu 2-3 tygodni zmontować zespół i bardzo szybko pokazać, na co go stać. Szczególnie, gdy są duże zmiany w składzie na wiodących pozycjach.

Dobrego trenera poznaje się najlepiej, gdy ma możliwość pracować długofalowo?

Jestem trenerem wyznającym taką właśnie zasadę. W pierwszej lidze mówimy o pracy długofalowej w tym sensie, że zbieramy zespół w lipcu, zaczynamy w sierpniu. Ja potrzebuję co najmniej 3 miesięcy, żeby ten zespół w miarę normalnie zaczął prosperować – tak, jak w moim mniemaniu będzie najkorzystniej. Biorę pod uwagę to, jakich zawodników mam, jak oni funkcjonują, co potrafią. I mam nadzieję, że po tylu latach jestem już w stanie określić, w jakim kierunku nasza gra powinna iść z danym zespołem.

Do tego potrzeba czasu. Tego nie zrobi się w miesiąc, a ja nie lubię tak pracować. Ten komfort jest taki, że ludzie, którzy mnie zatrudniają w Pruszkowie, mają zaufanie do mnie, że pomimo niepowodzeń, zespół zostanie tak przygotowany do dalszej części rozgrywek, że przyjdzie moment, kiedy zacznie wygrywać. I tak się dzieje już trzeci raz.

Można wywnioskować, że czas odgrywa w sporcie kluczową rolę.

Oczywiście. I kibice i ludzie, którzy nie są związani ze sportem nie do końca rozumieją, dlaczego potrzebny jest ten czas. Moim zdaniem to proces długotrwały. U nas, został trzon zawodników dlatego, żeby łatwiej się pracowało – znasz ludzi, wiesz czego od nich oczekiwać, a oni znają ciebie, znają twój system i dużo łatwiej przygotować jest fizycznie zespół.

Pod względem koszykarskim, łatwiej dołożyć 2-3 osoby, niż budować zespół od podstaw z dwunastką ludzi, którzy są nowi. Są trenerzy, którzy potrafią to zrobić w 4-6 tygodni, ale wydaje mi się, że ja potrzebuję więcej czasu, przede wszystkim, aby przekonać zawodników do tego, co proponuję w obronie i w ataku, żeby wiedzieli czego wymagam.

Z drugiej strony, ja muszę też nauczyć się pracować z człowiekiem, z którym albo współpracowałem dawno, albo z kimś, z kim jeszcze nie miałem okazji, jak z powracającym do Pruszkowa Adrianem Sulińskim. Wszystko musi się zazębić.

Znicz Basket to już firma „Kierlewicz i syn” – pan przy ławce trenerskiej, a kolejny sezon na parkiecie syn. Kto lepiej, jak nie pan, dostrzeże u niego postępy?

Michał początek sezonu miał średni, jak cały zespół, bo przegrywaliśmy. Natomiast od pewnego momentu zaczął funkcjonować bardzo dobrze i rzeczywiście, czasami, jak w Krośnie, pociągnął zespół zdobywając 36 punktów i to było bardzo fajne, aczkolwiek nie jest to jego najważniejsza rola. Ja cenię go za to, że jest niesamowicie wszechstronnym graczem. Jak ktoś przypatruje się cyferkom, widzi, że punktów ma tyle, ile ma, natomiast statystyki są zawsze wypełnione.

Myślę, że takiego gracza warto doceniać. Michał robi rzeczy, które nie zawsze są dostrzegane. Coraz bardziej jest opanowany, a to przychodzi z wiekiem i liczbą rozegranych spotkań, z doświadczeniem na parkiecie. Nigdy nie miał problemów z rozumieniem koszykówki, ale zdarzało się, że go ponosiła ułańska fantazja. Gra teraz bardzo spokojnie, wyrachowanie.

Zresztą, każdy w zespole zna swoją rolę i wie co ma robić, a że czasami ktoś rzuci więcej punktów lub mniej, ale w innych aspektach się odnajduje. Jestem bardzo zadowolony – a oceniam go z perspektywy meczów, treningów, funkcjonowania w zespole, jako zawodnika, a nie jako syna. Mogę tylko jedno powiedzieć: bardzo się cieszę, że udało mi się go przekonać, żeby został na kolejny sezon w Pruszkowie.

Z mojej strony wygląda to tak, że życzyłbym sobie w kolejnych sezonach, aby mieć jego, albo podobnie wszechstronnego zawodnika z podobnymi cechami, który daje wszystkie statystyki w rubrykach. Wiem natomiast, że jemu jest ciężko funkcjonować w zespole, w którym ma ojca za trenera i jest to wyzwanie. Jeżeli mówimy o strefie komfortu, to on jej pewnie nie ma i trzeba byłoby go zapytać, czy się męczy. Ja z tej współpracy jestem zadowolony.

Jak koszykarsko dojrzewał Roman Janik, ostatnio nawet MVP miesiąca w lidze?

Romana odbudowaliśmy w zeszłym sezonie, bo przychodził do nas jako trochę zapomniany zawodnik, mało grający w rozgrywkach pierwszoligowych. Był bardziej kojarzony z zespołami drugoligowymi. Wszedł bardzo mocno do drużyny, miał fajne statystyki. Pokazał, że jest zawodnikiem, który może poczynać jeszcze większe postępy, nie jest wypalony – wręcz przeciwnie, powiedziałbym, że przychodząc do nas w zeszłym sezonie, był na początku swojej drogi zawodowej.

Nie miałem jeszcze do czynienia z takim graczem, który pracuje tak, jak Roman Janik. Pod względem fizycznym, treningowym, ale i mentalnie. Zmienił całkowicie swoje podejście do koszykówki. Dojrzał, to zupełnie inny zawodnik, ale i człowiek. Pamiętam go doskonale, od około 15 roku życia, kiedy grał w rozgrywkach młodzieżowych i toczyliśmy między sobą boje.

Roman zrobił kolosalny postęp. Jego kultura pracy, to coś niebywałego. W tej chwili jest kontuzjowany, ale to wzięło się z tego, że w święta nie odpoczywał, a trenował dwa razy dziennie. Uznał, że ta nagroda, którą otrzymał w grudniu od PZKosz (najlepszy zawodnik miesiąca Suzuki 1LM – przyp.red) ma spowodować, że jeszcze bardziej zacznie pracować nad sobą pod względem fizyczności i nastawienia. Trenował mocno, a kontuzja się nasiliła. Mam nadzieję, że szybko do nas wróci.

Odczuwam przyjemność pracowania, to nasz lider jeżeli chodzi o pracę na treningu, wkłada serce w to, co robi. Ale też okazało się, że można spoza boiska z kontuzją nogi tak żyć z zespołem, że można powiedzieć, że na ławce odnalazł drugą osobę. Śmieję się, bo chcę go mieć jak najszybciej na parkiecie, natomiast robi kawał dobrej roboty w szatni – nawet, jak jest kontuzjowany i siedzi na ławce. Widać, że wszyscy mają dobry kontakt ze sobą, jest dobra atmosfera. Ta grupa ludzi już osiągnęła duży sukces.

Nic tak nie łączy jak sport – w niedzielę odbędzie się jeszcze „Mecz Gwiazd” pruszkowskiej koszykówki.

W niedzielę odbędzie się mecz charytatywny w ramach Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Co ważne, robią to dwa pruszkowskie kluby, o których wcześniej mówiono, że nie potrafią obok siebie funkcjonować – czyli młodzieżowy MKS i klub seniorski. To wspólne przedsięwzięcie, w szczytnym celu. Ma to być „Mecz Gwiazd” – trenerzy plus zawodnicy seniorskiego klubu Znicz Basket i młodzi adepci z MKS-u.

Udział wezmą legendy pruszkowskiej koszykówki, jak Jacek Gembal, Bartłomiej Przelazły, Mieczysław Kuczyński, Jacek Rybczyński i Wojciech Rogowski. Będzie to ciekawe dla kibiców, szczególnie, kiedy nie mogą uczęszczać na hale. Zaplanowano transmisję, na którą zapraszam!

Rozmawiała Pamela Wrona, @Pamela_Wrona

POLECANE

Od wielu lat listopad obchodzi się pod hasłem świadomości i profilaktyki występujących u mężczyzn chorób nowotworowych, przede wszystkim raka jąder i raka prostaty. To dobra okazja, by przypomnieć rozmowę z Robertem Skibniewskim i zapisać się na badania.

tagi

Zagłębie Sosnowiec to koszykarski ośrodek, który już w sezonie 2024/25 miał pojawić się na ekstraklasowej mapie Polski. O tym, jak miało do tego dojść opowiedział w połowie maja naszemu portalowi prezes Piotr Laube, choć z początkiem czerwca sytuacja uległa zmianie.
7 / 06 / 2024 22:34
14 zwycięstw i 14 przegranych to dotychczasowy bilans beniaminka Orlen Basket Ligi, który mając do rozegrania jeszcze dwa mecze, zajmuje ósme miejsce w tabeli. Dziki Warszawa swój debiutancki sezon w ekstraklasie sportowo już mogą zaliczyć do udanych. Ale nie tylko w tym aspekcie. – Nasz sufit jest tam, gdzie go sami powiesimy – przekonuje Michał Szolc, prezes i założyciel klubu.
12 / 04 / 2024 18:58
Obecnie media społecznościowe są nieodzownym elementem marketingu sportowego. Własną perspektywą pracy media managera w koszykarskich klubach podzielili się Katarzyna Pijarowska (Enea Astoria Abramczyk Bydgoszcz), Bartek Müller (Krajowa Grupa Spożywcza Arka Gdynia) oraz Karol Żebrowski (Trefl Sopot).
25 / 03 / 2024 22:15
– Mam argumenty, by zapijać emocje alkoholem. Kontuzje i urazy, zmiany klubów i miast, nowe otoczenie i nowi ludzie – to wszystko przecież buduje niestabilność. Po przegranym meczu moi koledzy z szatni analizują swoje błędy. Ja sięgam po alkohol. Uśmierzam emocje. Chyba nie chcę się z nimi spotkać. Nie wczytuję się w siebie, bo wolę tego uniknąć – wspomina były koszykarz Wiktor Grudziński. 15 kwietnia obchodzimy Światowy Dzień Trzeźwości. To nie tylko promowanie abstynencji. Jest to dzień, który służyć ma refleksji i ma na celu zwiększenie świadomości społecznej na temat powszechności uzależniania od tej substancji oraz zagrożeń zdrowotnych wynikających z jej nadużywania.
„Stałam w oknie, pomachałam mu, aż straciłam go z pola widzenia. Po chwili jednak zadzwoniłam, aby kupił bułki. Zawsze to robił. Tego dnia zapomniał. Gdy się rozłączyłam, napisał: „Przepraszam, kocham cię”. Wtedy nie wiedziałam, że już nigdy więcej się nie zobaczymy i tego dnia zostanę wdową.” – wspomina Angelina, żona zmarłego koszykarza Dawida Bręka. 23 lutego obchodzimy Ogólnopolski Dzień Walki z Depresją. Jest to dzień, w którym przede wszystkim powinniśmy zwrócić uwagę na to, jak ważne jest dbanie o swoje zdrowie psychiczne i korzystanie ze specjalistycznej pomocy.
Jak od kuchni wygląda tworzenie tekstów lub przekazywanie cennych informacji? Co definiuje dobrego dziennikarza i czym tak naprawdę jest dziennikarstwo sportowe oraz jak to jest być po drugiej stronie? Być może w poniższym tekście znajdziesz odpowiedzi na niektóre pytania czytelnika.
6 / 06 / 2024 12:39
Jeden z najlepszych niskopunktowych graczy na świecie wraz z drużyną Hornets Le Cannet Côte d’Azur zdobywa prestiżowy Puchar Francji. To Polak, który także reprezentuje nasz kraj w koszykówce na wózkach.
30 / 01 / 2024 17:38